Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • czwartek, 29 stycznia 2015
    • Szczucie frankiem

      Bardzo szybko umarł w mediach temat górników. A był taki nośny... Ale pojawił się nośniejszy, bardziej podburzający jedną część społeczeństwa na drugą.

       

      Możemy zapomnieć o górnikach, do których jako społeczeństwo się dokładamy (skoro mam na utrzymaniu górników, czy w takim razie mogą choć za mnie zrobić pranie?). Teraz społeczeństwo straszymy "frankowiczami".

       

      Media pełne są opisów bogatych "frankowiczów", którzy teraz przez wzrost kursu będą musieli oszczędzać. Nie na jedzeniu, nie na lekarstwach, ale np. na ogrodniku, pomocy domowej. Wniosek nasuwa się niby oczywisty - rozpasani "frankowicze", ociekający złotem, wyciągają pieniądze od biednego Kowalskiego.

      Trochę trudno mi uwierzyć, że kredytobiorcy mający zobowiązania kredytowe w obcej walucie to wyłącznie najbogatsi Polacy. Ale jeżeli naprawdę to przeważnie bogaci Polacy, wzrost kursu nie pogorszy ich sytuacji finansowej na tyle, by z desperacji wychodzili na ulicę.

       

      Ale temat jest jak aborcja - znakomity medialnie, budzący skrajne emocje, szczujący jednych na drugich. Znowu podzieliliśmy się na obozy, wrzeszczymy na siebie. Znowu cieszy nas cudza krzywda.

       

      Znowu oblaliśmy test jako społeczeństwo.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Szczucie frankiem”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 29 stycznia 2015 09:17
  • środa, 28 stycznia 2015
    • Społeczeństwo siłowniane - główne typy

      1. PAN "ZAPOMNIAŁEM O NOGACH"

       

      - No co tam? - pyta trener osobisty ćwiczącego, najwyraźniej stałego bywalca siłowni.

      - No, klateczka i bicepsik! - odpowiada tenże.

      Jakkolwiek niewiarygodny wydaje się ten dialog, jest on jak najbardziej prawdziwy, i przeze mnie, własnousznie, podsłuchany. Pan "Zapomniałem o nogach" jest szeroki w barach. Z dumą prezentuje swoją wyćwiczoną muskulaturę klatki i ramion. Przechadza się, niby od niechcenia, koło orbiteków i bieżni, jak tylko zauważy tam jakiś pierwiastek żeński. Nosi koszulki z wyciętymi ramionami.

      Urok pryska, gdy popatrzy się na dwa patyki, służące za nogi, chwiejnie podtrzymujące przerośnięty tułów.

       

      2. PANI SPORTSMENKA

       

      Składa się głównie z mięśni. Patrząc na nią masz wrażenie, że nawet ciasno związany kucyk to mięśnie. Wykonuje ćwiczenia na które nawet boisz się popatrzeć, tak bardzo ci wstyd i tak wielką łajzą się czujesz. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Pięknie wyrzeźbione i umięśnione ciało okrywa drogimi, profesjonalnymi sportowymi ubraniami. Nawet nie spojrzy w stronę takich jak ja, co to nie dość że podnoszą o 10 razy za mało, to jeszcze paradują w starym podkoszulku i rozciągniętych spodniach od jogi (bo takie były najlepsze w sklepie i jeszcze przecenione :-P).

      Uśmiechem obdarza tylko swojego partnera do ćwiczeń, który wymiata podobnie jak ona.

       

      3. LASENCJE

       

      Są dwa rodzaje lasencji. Jedne przychodzą w kusych ubrankach, ledwo zakrywających bieliznę. Za dużo nie ćwiczą, bo nie w tym mają cel. Przeglądają zwykle playlistę na smartfonie i pokazują sobie nawzajem zdjęcia w telefonie. Z jakiegoś powodu zawsze występują w parach. Gdy po kilkunastu minutach okazuje się, że nikt się nimi nie zainteresował, opuszczają lokal.

      Lasencje drugiego rodzaju są bardziej zdesperowane. Na każdy trening wynajmują trenera, który ledwo co może wtrącić instrukcje do ćwiczeń, tak zalewają go monologiem. Mają pełny makijaż i starannie ułożoną fryzurę. O dziwo, to wszystko wytrzymuje każde ćwiczenie. Gorzej z tymi, którzy muszą wytrzymać ćwiczenia koło nich - ciężkie, przesłodzone perfumy są prawdziwą katorgą do nosa.

       

      4. STRONG MANI

       

      Ociekają testosteronem. Chodzą po siłowni jak po swoim terytorium z miną samca alfa. Składają się z mięśni i spojrzenia spod oka. Pogardą otaczają tych, co nie wycisną tyle na klatę. Dziewczyny zbywają pogardliwym prychnięciem, gdy przechodzą do następnej maszyny. O dziwo jednak, gdy tylko któraś zacznie ćwiczyć w pobliżu, zwiększają obciążenia :-)

       

      5. ZWYKLAKI

       

      Ubierają się w co mają. Ćwiczą, jak potrafią. Radzą sobie jak mogą, na przykład w kwestii ręczników :-) Są zwyklakami - mało kontrowersyjni, mało barwni, nie ma o czym pisać. Ja się do nich zaliczam.

       

      6. PIERWSZACY

       

      Pierwszacy napaleni - Ćwiczą za mocno i za długo. Z zadowoloną miną, bo nie wiedzą, że robią sobie krzywdę. Zniechęceni strasznym zmęczeniem, brakiem rezultatów i spadkiem formy przy następnej wizycie, zwykle po 2 lub 3 razie się już nie pokazują.Jest ich bardzo dużo na początku stycznia, potem ich ilość maleje :-)

      Pierwszacy zagubieni  - Albo nie wzięli lekcji u instruktora, albo zapomnieli, co im pokazywał. Snują się między maszynami, wstydząc się zapytać, jak mają na tym ćwiczyć. Jak kogoś podpatrzą, szybko wykorzystują wiedzę. Ale często po trudnych początkach zostają stałymi bywalcami. Tak było ze mną :-)

       

      7. NIE CHCE MI SIĘ

       

      Wiedzą, że z powodów zdrowotnych powinni poćwiczyć. Ale nie chce im się tak strasznie, tak okrutnie... Siadają więc na rowerek, biorą książkę lub gazetę i leniwie przebierają nogami. Czasami, zwłaszcza jak mam gorszy dzień lub się przetrenuję, zaliczam się do tej grupy.

       

      8. PRAWDZIWI PROFESJONALIŚCI

       

      Ćwiczą doskonale technicznie. Wiedzą wszystko - o ćwiczeniach, o odżywianiu. Aż wstyd stanąć obok i ćwiczyć, bo od razu widać, jakim się jest pokracznym :-)

       

       

      To moja subiektywna lista typów siłownianych. Z bardzo mocnym przymrużeniem oka :-)

      Macie jakieś swoje typy?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Społeczeństwo siłowniane - główne typy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 28 stycznia 2015 16:19
    • Nie!

      - Chcesz kanapeczkę?

      - Nie!

      - To może jogurt?

      - Nie!

      - Idziemy na spacer?

      - Nie!

      - Czytamy książeczkę?

      - Nie!

      - Jesteś śpiąca?

      - Nie!

      - Chcesz misia?

      - Nie!

      - Jak masz na imię?

      - Nie!

       

      A ja naiwna miałam nadzieję, że może jednak wszelkie bunty nas ominą...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Nie!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 28 stycznia 2015 12:17
  • piątek, 16 stycznia 2015
    • Nieekonomiczne chodzenie po lodzie

      Postarzałam się ostatnio o kolejny rok.

      Minął rok, a ja nadal nie jestem piękna, sławna i bogata.

      Siedziałam w domu smutna, zmęczona...

       historia

       

      No więc siedziałam w domu smutna, zmęczona, otworzyłam butelkę wina i paczkę pistacji... nie, nie widziano mnie wtedy w klubach nocnych - za daleko, pistacji by nie starczyło. Ale napisałam do moich koleżanek, że ileż mogę czekać na to, kiedy obudzę się piękniejsza i sławniejsza niż Angelina Jolie, że ja protestuję, tak być nie może, a poza tym Płaczolina jest u dziadków.

       

      Na efekt mojej pisaniny nie trzeba było długo czekać (nie jak tej pisaniny na blogu - piszę i piszę i nadal nie jetem sławna :-P) i już za dni parę wybrałyśmy się urż... spędzić czas z napojami wyskoprocentowymi. Akurat tego dnia pogoda była zdradliwa. Wsiadałam do samochodu mając przed sobą suchą i czystą jezdnię, a zanim dojechałam na miejsce padał grad a ulice zmieniły się w lodowiska. Chodniki niestety też. A ponieważ w planie miałyśmy sprawdzenie różnorodnej oferty klubów nocnych stolicy, które "miały być nawet blisko siebie", odczułam to mocno.

       

      I muszę powiedzieć, że chodzenie po lodzie w dziesięciocentymetrowych obcasach jest bardzo, ale to bardzo nieekonomiczne. Nie ma znaczenia, ile się w siebie wlało wcześniej alkoholu. Trzeźwiejesz od razu przy pierwszym poślizgu. Jedyny plus tego, że kac nawet jakby mniejszy jest nazajutrz. Niestety portfel też, bo w kolejnym klubie trzeba było nadrobić braki.

       

      Portfel opustoszały, perspektywy na kolejny rok nieciekawe, a ja nadal ani piękna, ani sławna, ani bogata. Muszę zobaczyć, czy mam jeszcze pistacje...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nieekonomiczne chodzenie po lodzie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 16 stycznia 2015 12:41
  • piątek, 02 stycznia 2015
    • Postanowienia noworoczne. I życzenia

      Nie robię postanowień noworocznych.

      Nie wierzę, że zmienię coś istotnego w swoim życiu tylko i wyłącznie z powodu daty.

       

      Jeżeli zmienię, to tylko dlatego, że będę chciała zrobić coś dla siebie. To "miłość własna" powinna być motorem napędowym zmian. Niesie ona ze sobą większa gwarancję utrzymania dyscypliny, wytrwania w postanowieniu.

      Jeżeli uświadomisz sobie, że chcesz ćwiczyć dla siebie, własnego zdrowia i samopoczucia, to wierz mi, łatwiej ci będzie ruszyć tłustą dupę na siłownię, niż wtedy, gdy będziesz myśleć "muszę schudnąć". Wiem, bo wypróbowałam na sobie.

       

      To "miłość własna", szacunek do siebie, dbanie o siebie powodują, że łatwiej znosimy reżim, który narzuciliśmy sobie, żeby coś osiągnąć. Bo robisz to dla siebie. A skoro robisz to dla siebie, bardzo szybko staje się to zwyczajnie miłe. Albo przynajmniej mniej dokuczliwe.

       

       

      Dlatego w Nowym Roku życzę Wam przede wszystkim: kochajcie siebie.


       

      Kochając siebie nie zapominajcie też o tych, którzy są z Wami związani - dzieciach, partnerach, rodzinie, przyjaciołach. Co wart byłby świat, gdybyśmy byli na nim sami? Nie ma kogo przytulić, komu opowiedzieć swojego dnia, z kim dzielić przeżycia z wycieczki czy filmu.

      Nikogo nie obchodzi czy masz katar, nikt ci nie marudzi o wkładaniu ciepłej czapki i ty nie masz komu marudzić, żeby lepiej zawiązał szalik.

      Czy wtedy cokolwiek miałoby sens?

       

       

      Dlatego życzę Wam też: kochajcie innych.


       

      Trzecie moje życzenie jest trochę przewrotne. Ten sam dzień, w którym wydarzyły się te same rzeczy, może być różnie postrzegany, zależnie na co zwrócisz uwagę. Jeżeli będziesz myśleć tylko o tym mandacie za złe parkowanie, zapomnisz o dobrym cieście od sąsiadki do porannej herbaty, zapachu kawy, tym, że ktoś ustąpił ci miejsca w kolejce, że wpuszczono cię na inny pas w korku, że smakował ci obiad, że pomimo napiętych terminów dało się wygospodarować kilka chwil na tarzanie z dzieckiem po podłodze, że masz fajny serial do zobaczenia wieczorem.

      Poza skrajnymi przypadkami od Was zależy, czy uznacie swój dzień za dobry, czy nie.

       

       

      Dlatego życzę Wam też: patrzcie wybiórczo.

       

       

       

      Kochajcie siebie.

      Kochajcie innych.

      Patrzcie wybiórczo.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Postanowienia noworoczne. I życzenia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 02 stycznia 2015 19:12

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny