Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • niedziela, 29 grudnia 2013
    • Cesarzowa Sisi

      Obejrzeliśmy muzeum Sisi, która została cesarzową i resztę życia spędziła pisząc grafomańskie wiersze o tym, jak bardzo w związku z tym ma przechlapane. No i jeszcze dbała o urodę. Polegało to na przykład na byciu na diecie, a ponieważ nie znała ani Dukana, ani Montignaca ani South Beach itp. po prostu nic nie jadła. Włosy miała do kostek, żeby móc zająć sobie czymś czas - jak wiersze nie wystarczały, zawsze zostawało mycie i czesanie :-)

      Moja wizja bardzo odbiega od romantycznego mitu, ale takie zdanie ma też Płaczolina, która olała kiecki cesarzowej i poszła spać. Ale przynajmniej dzisiaj pozwoliła zjeść obiad :-) W restauracji nikt nie miał nic przeciwko temu, że Płaczolina przyszła z własnym jedzeniem w słoiczku, jeszcze życzyli jej smacznego. Podoba mi się ichniejsze podejście do dzieci!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Cesarzowa Sisi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 grudnia 2013 18:32
    • Wiedeńczycy kochają Płaczolinę

      Wiedeńczycy kochają Płaczolinę. Uśmiechają się do niej, zagadują, pytają mnie czy to dziewczynka. Gdziekolwiek jesteśmy, Płaczolina jest miłe widziana. Nikt tu nie ma problemu "jak to z dzieckiem do muzeum/restauracji".

      Płaczolina czaruje kelnerki i innych gości podczas śniadania. Kelnerki przynoszą jej krzesełko dla dzieci, Płaczolina siedzi dumna, rozdaje uśmiechy i wcina banana (jako drugie śniadanie, bo pierwsze już jadła, potem dojada w pokoju trzecim śniadaniem, bo co to jest jeden banan dla dziewięciomiesięczniaka).

      Jak już pisałam, podczas śniadania Płaczolina ma tryb demonstracyjny - rozdaje hojnie uśmiechy, radosne piski i gaworzenia. No przecież się nie przyzna, że poprzedniego wieczoru dała w restauracji taki koncert, że rodzice musieli wyjść i przeżyć wieczór bez kolacji...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 grudnia 2013 10:33
    • Kiedy jednak się nie wtrącać czyli Matki na cenzurowanym

      Pisałam już tekst o tym, gdzie leży granica nie wtrącania się. Ale w naszym pięknym kraju mamy raczej odwrotny problem - wielu ludzi należałoby nauczyć kiedy jednak nie powinni się wtrącać, ZWŁASZCZA w odniesieniu do matek.

       

      Przed świętami musiałam zawieźć coś do pracy. Nauczania doświadczeniem nie wzięłam wózka tylko wpakowałam Płaczolinę do nosidła ergonomicznego. Gdy wracałyśmy do domu autobusem Płaczolina była już zmęczona, zaczynała być głodna, a w autobusie było duszno a nie było jak dzieciaka rozebrać. No i mała pokazała, skąd ma ksywkę. Jakaś baba zaczęła najpierw mruczeć coś pod nosem, potem uświadamiać głośno niezainteresowanych współpasażerów, że oto mamy do czynienia z wyrodną matką, a gdy nikt, zwłaszcza ja, jej nie odpowiedział, podeszła do mnie i zaczęła swój monolog.

      Jaki? Taki który pewnie niejedna matka słyszała - że jak można dziecko tak (tu wpisać odpowiednio - męczyć, głodzić, rozpuszczać itp). U mnie padło akurat na "męczyć", bo przecież dziecku w nosidle krzywi się kręgosłup, dziecku w nosidle jest niewygodne i dlatego płacze, dziecko w nosidle przeżywa męczarnie.

       

      A przepraszam, nie w nosidle ergonomicznym, tylko w "tym czymś". Pani oczywiście nie tylko nie miała pojęcia o noszeniu w chustachi i nosidłach, pani nawet nie wiedziała, co to jest. No ale przecież to nie powód, żeby się nie wtrącać.

      Nie wytrzymałam. Zaczęłam krzyczeć, że " to moje dziecko, będę je wychowywać, jak będę chciała i będę je nosić, jak będę chciała i w dupie mam, co pani na ten temat sądzi, zna się pani na tym?!!!". Babka trochę spuściło z tonu, w czym nie ma nic dziwnego, ponieważ ludzie w autobusie zaczęli wręcz bać się mojego krzyku.

      Wysiadłyśmy na tym samym przystanku. Przez długi czas szłyśmy w tę samą stronę, ja z Płaczoliną kilka metrów za nią. Bardzo ją to stresowało - w swoim ograniczeniu nie wzięła pod uwagę, że ktoś na kim chciała odbić sobie swoje niedowartościowanie może mieszkać blisko niej. Z jej perspektywy pewnie wyglądało to, jakbym ją śledziła. Co kilka kroków oglądała się nerwowo przez ramię. Bardzo dobrze, może przy następnej matce babsko po prostu się zamknie. Nie każda matka nie będzie bała się bronić w takiej chwili, zwrócić uwagę a wręcz zareagować tak agresywnie jak ja.

       

      W pewnej chwili baba zatrzymała się przed kapliczką, którą mijałyśmy, spojrzała na mnie i ostentacyjnie się przeżegnała. No przecież kocha bliźniego jak siebie samego :-)


      Na moim trzecim blogu napisałam kiedyś notkę na ten temat. Ponieważ tamten popadł w zapomnienie, kopiuję ją tutaj:




      MATKI NA CENZUROWANYM (opublikowany 25 września 2013)

      Kilka dni temu kurier dostarczył mi przesyłkę. Niby nic w tym nie ma niezwykłego, ale traf chciał, że wtedy a) olejowałam włosy, b) Płaczolina głośno zamanifestowała, że chce być na rękach.

      Otworzyłam z tłustymi od olejku włosami, w starej koszulce, z Płaczoliną na rękach.
      Odebrałam paczkę, podpisałam, wróciłam do domu i zaczęłam się zastanawiać, dlaczego czuję się taka skrępowana. W końcu o 9 rano kobieta ma prawo łazić w maseczkach/odżywkach/itp. zwłaszcza, gdy nikogo się nie spodziewa.

      Uczucia nie zawsze wynikają z racjonalnych pobudek. Otóż problemem była... Płaczolina na rękach. Gdybym nie była matką, to otworzenie kurierowi drzwi nawet w maseczce z truskawek nie zrobiło by na mnie wrażenia - w końcu się nie zapowiadał. Ale matki w naszym społeczeństwie są grupą społeczną najbardziej podlegającą bezustannej ocenie. Nie mogą przytyć w ciąży, po ciąży mają szybko wrócić do siebie i być zadbane. Ale! Nie mogą przecież być zadbane, bo to oznacza, że nie zajmują się dziećmi. Skąd wzięły czas na pomalowanie paznokci? Mają mieć wzorowo wysprzątany dom, w końcu przecież nie pracują, a jak pracują, tym bardziej mają mieć wysprzątany dom. Są złymi matkami, gdy ich dzieci nie są "grzeczne". Są złymi matkami, gdy ich dzieci są "grzeczne" (wytresowane). Są złymi matkami, bo ubierają dzieci za ciepło. Są złymi matkami, bo ubierają zbyt lekko. Są złymi matkami, bo nie robią przecierów, tylko kupują gotowe. Są złymi matkami, bo przecierają obiady i ślęczą nad garami zamiast się z dzieckiem pobawić. Są złymi matkami, bo ciągle się bawią i zajmują dzieckiem które nie uczy się samodzielności. Są złymi matkami, bo dają słodycze. Są złymi matkami, bo nie dają słodyczy i biedne dziecko nie dostaje łakoci. Są złymi matkami ponieważ... ponieważ są matkami.

      Trudno odciąć się od tych ocen i komentarzy, ponieważ dotyczą rzeczy tak bardzo ważnej. Trafiają na podatny grunt - matkę przerażoną perspektywą, że może dziecku zaszkodzić.

      A najbardziej przodują w komentarzach inne matki. Matki matkom zgotowały ten los.

      A dlaczego? Żeby pokazać, że jestem lepszą matką? Bo przecieram, nie daję "sklepowego". Bo nie przecieram, daję sprawdzone/zbadane a nie szajs ze sklepowych warzyw. Bo karmię piersią, to najlepsze dla dziecka. Bo karmię butelką, nie będzie miało alergii. Bo ubieram cieplej/zimniej. Nie daję/daję słodkiego itp. itd. Bo to ja najlepiej spełniam społeczne wymagania. A gdzie w tym wszystkim miejsce na radosne macierzyństwo?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kiedy jednak się nie wtrącać czyli Matki na cenzurowanym”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 29 grudnia 2013 08:49
  • piątek, 27 grudnia 2013
    • Wiedeń popsuł mi dziecko!

      Jest już prawie północ, a Płaczolina zamiast chrapać na hotelowym łóżku, płaczolinuje i tańcuje. Wiedeń mi popsuł dziecko!
      Zaparkowaliśmy naszą starą Corsę, która ma więcej rys niż lakieru, pomiędzy dwoma luksusowymi BMW, które razem kosztują więcej, niż mój dom (co tam razem, pewnie osobno też :-P). Potem dowiedzieliśmy się, że w naszym czterogwiazdkowym hotelu kolacji nie zjemy, chociaż śniadanie tak - no przecież mają restaurację :-P.
      Sklepy pozamykane już koło 17-18, piwo zdobyliśmy z trudem.
      W dodatku mobilna wersja bloxa jest beznadziejna, nie mogę za dużo zrobić w edytorze. Co tam bloxa, niektóre serwisy blogowe nie pozwalają mi komentować.

      Jak powiedział Seru, gdy po przyjeździe poszliśmy pozwiedzać okolicę - jak na Mokotowie, tylko drożej.
      Nie zgadzam się - tam jest wolny dostęp do piwa przez cała dobę :-P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 27 grudnia 2013 23:27
  • środa, 25 grudnia 2013
    • Otwórz oczy

      Nazywała się Apolonia. Urodziła się na początku poprzedniego wieku. Mieszkała koło mojej babci w kawalerce, maleńkiej ociupince mającej 15 metrów kwadratowych, a może nawet mniej.

      Gdy zaczęłam ją odwiedzać była już wiekową staruszką. Opowiadała mi historie ze swojego życia. Zawsze te same, zawsze tak samo nudne. Ale słuchałam. Przychodziłam znowu. Niewiele się odzywałam, ale nie było to potrzebne. Ważne, że słuchałam.

      Nie wiem, czy ktoś jeszcze ją odwiedzał. Nie wiem, czy miała rodzinę. Jak tak - to bardzo daleko, a ona mieszkała 'nie po drodze'.

       

      Po kilku latach przestałam ją odwiedzać. Może było mi już nudno, może mi się nie chciało, może wyczułam pewną niechęć dorosłych, lekceważenie. Nikt mnie nie zachęcał, żebym kontynuowała odwiedziny. Nie wiem czy w zabieganiu nie zauważyli, czy koncentrowali się na tym, żeby spędzić razem chwile, które udało im się dla siebie wykraść, czy po prostu nikogo to nie obchodziło. Z perspektywy czasu myślę, że moje odwiedziny musiały być im, w pewien sposób, na rękę - dzieciak wypełniał moralny obowiązek odwiedzania samotnych. Tym bardziej dziwię się, dlaczego nikt nie zauważył, że już tego nie robię. Może myśleli, że mnie to już męczy.

       

      Dowiedziałam się potem, że umarła. Nie wiem, czy umarła w swojej ociupince, czy w szpitalu. Czy czuła się bardzo samotna. Czy liczyła, że ktoś będzie o niej pamiętał.

      Z perspektywy czasu, żałuję, że przestałam ją odwiedzać. Dla mnie niewielki wysiłek, dla niej możliwe że dużo to znaczyło. Byłam dzieckiem, nic nie rozumiałam i nikt nie otworzył mi oczu.

       

      Może blisko ciebie żyje w swojej ociupince kolejna Apolonia. Może ktoś katuje żonę, może ktoś bije dziecko, może ktoś jest sam. Otwórz oczy. Zauważ drugiego człowieka.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 25 grudnia 2013 17:33

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny