Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • poniedziałek, 29 grudnia 2014
  • wtorek, 23 grudnia 2014
    • Taki mały wpis o dużych prezentach

      Płaczolina dostała dziś drugi z serii Gwiazdkowych prezentów.  Wczoraj pierwszy. Jako jedyne dziecko zarówno w mojej, jak i w męża rodzinie, jest rozpieszczana do granic możliwości, a nam brakuje mebli, gdzie możemy wszystko upychać.


      Nie mam wpływu na to, co i ile dostanie Płaczolina. Ja sama kupiłam jej książeczki i ręcznie robioną czekoladę, ale dziadkowie, ciotki i wujkowie już od kilkunastu tygodni obmyślają, oglądają, omawiają i kupują jej prezenty.
      Prośby o umiar nie skutkują, a zabronić obdarowywania nie możemy, zwłaszcza, ze przynosi radość obydwu stronom.


      I jak w tym wszystkim przekazać dziecku, że nie rzeczy są najważniejsze? Jak nie wychować go na kolejnego konsumenta, żyjącego od wyprzedaży do przeceny? Jak pokazać, że radość z dawania i brania nie zależy od wartości i wielkości prezentu?

      Nie da się nie być konsumentem (skrajne przypadki np. pustelników pomijamy - mówimy to o zwykłym Kowalskim). Nie da się zwłaszcza, gdy do życia podchodzimy rozsądnie i wiemy, że pewne kompromisy są nieuniknione.
      Odpowiedniej jakości ubrania i dodatki są drogie i niekoniecznie potrzebne. Kupowanie ich może być próżne, ale ludzie którzy nas będą oceniali, i którzy będą decydowali o naszym zatrudnieniu, awansie czy podwyżce, też są próżni. Jazda samochodem jest droższa niż komunikacją miejską, ale niejednokrotnie pozwala zaoszczędzić dużo czasu, co okazuje się czasami ważniejsze niż pieniądze.
      Gdzie leży granica? Kiedy wydatek to budowanie wizerunku, oszczędzanie czasu, zdrowie (lepszej jakości jedzenie) a kiedy zbędna rozrzutność? Do ilu złotych torebka to "własna marka" a od ilu snobizm?

      Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Jak przekazać dziecku, że rzeczy nie są najważniejsze? Sama pamiętam, jak jako dziecko z niecierpliwością czekałam na prezenty. I nadal lubię je dostawać. Czy więc odbierać tę radość dzieciom? Ale jak nauczyć, że fajnie gdy się dostanie zarówno pierniczki, jak i wypasiony zestaw lego?

      Nie ma jasnej odpowiedzi. Wychowanie dzieci to nie matematyka. Nikt nie powie, że można dać trzy zestawy lego, bo od czwartego to zbędne rozpuszczanie. Że można dać smartfon od lat 8 a tablet od lat 10. Trzeba polegać na własnym wyczuciu i rozeznaniu. Trzeba zachować umiar i znaleźć złoty środek. Czyli jak zawsze - my rodzice - balansujemy na cienkiej linii. Oby się nie zerwała pod naporem prezentów :-P

      Życzę Wam na Święta jako prezent przede wszystkim fajnie spędzonego czasu. Reszta to taki miły dodatek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Taki mały wpis o dużych prezentach”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 grudnia 2014 22:42
  • piątek, 19 grudnia 2014
    • Jak przetrwać Święta

      Święta, czas radości, prezentów, suto zastawionego stołu, dawno nie widzianych osób z którymi nie ma o czym rozmawiać, wrednych ciotek rzucających niby niechcący złośliwe uwagi, kuzynów przechwalających się stanem posiadania i pytających, kiedy zmienisz samochód, urobieniem się po łokcie tylko po to, żeby ktoś skrytykował twój barszcz a ktoś inny odmówił jedzenia makowca, bo "ciotka Kryśka jednak robi lepszy".
      Czas napięcia, stresu, nieprzespanych nocy nad ciastem i zniszczonych rąk od sprzątania. Czas nadmiernego wydawania, bo "co sobie Zenek pomyśli jak mu tańszy prezent kupię".
      Czas zmarnowany tylko po to, żeby gonić ułudę przedstawianą w mediach. By gonić ten obrazek szczęśliwej, pełnej, licznej rodziny cieszącej się z czasu spędzonego przy stole razem z bliskimi, obdarowującej się prezentami z których każdy wywołuje salwy zachwyconych "och" i "ach".

      Stop.
      Jak będą wyglądały Twoje Święta zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
      Na niektóre rzeczy nie masz wpływu. Nielubiana ciotka musi być, bo to rodzina, i nie wszyscy jej nie lubią. Kuzyn na pewno pochwali się samochodem, ale reszta zależy od ciebie.
      To ty decydujesz, czy będziesz przejmować się głupimi komentarzami. To ty decydujesz, czy dasz się wciągnąć w licytację, kto ma więcej. To od ciebie zależy, czy wydasz wszystkie pieniądze na prezenty i czy przejmiesz się tym, że ktoś kręci nosem, że dostał zbyt tanią czekoladę (a powszechnie wiadomo, że czekoladę uwielbia w każdej postaci).

      Możesz skupić się na tym, co najważniejsze - przebywaniu z tymi, których kochasz i lubisz, obserwowaniu, jak cieszą się z otrzymanych prezentów. Gotowaniu z dziećmi, robieniu pierników, ubieraniu choinki.
      Cała reszta, to tylko drobna niedogodność.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Jak przetrwać Święta”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 19 grudnia 2014 18:54
  • czwartek, 11 grudnia 2014
    • Z pamiętnika masochistki

      Jak typowa, z przerośniętą ambicją, masochistka, codziennie wieczorem rozliczam się z wyznaczonych zadań. Czy udało mi się to i tamto, czy nie zjadłam za dużo, czy ćwiczyłam, napisałam, zrobiłam, opowiedziałam, wzięłam, posprzątałam. Zadania wyznaczam sobie sama, dopychając grafik spychaczem, bo zwykłe kolano nie wystarcza.

      Nietrudno się domyślić, że lista zadań rośnie, nie maleje i z rzadka uda się wykonać wszystko, co zaplanowałam. Nietrudno też domyślić się, że mam potem sama do siebie o to pretensje. Że "muszę" więcej, lepiej, bardziej zorganizowanie. Że "nie mogę" tego, tamtego i owego.  
      Jednego z minionych weekendów na przykład udało się zrealizować 2 z 14 rzeczy. Frustracja wtedy sięga zenitu, zwłaszcza że do tej pozostałej dwunastki zaraz trzeba dopisać kolejne rzeczy.

      Aż razu pewnego zaczęłam zapisywać nie to, czego nie zrobiłam, ale właśnie to, co udało mi się zrobić. I doszłam do przełomowego wniosku (uwaga będą wulgaryzmy):
      - Ja pier..lę! Zapier..m za trzy baby!

      Podobno wypowiadanie wyrazów, zwłaszcza wulgaryzmów,  z mocnym "r" pozwala rozładować trochę stresu. No więc moje kilkukrotnie powtórzone "r" w różnych konfiguracjach pozwoliło mi trochę odpuścić. Oczywiście przyzwyczajenie przyzwyczajeniem, przerost ambicji to druga skóra więc nadal marudzę sama sobie, że może trzeba było więcej, lepiej, może nie trzeba było serialu itp., itd. Ale łatwiej jest mi sobie powiedzieć, że jest już po 22-giej więc spokojnie mogę już odpocząć.  Przy serialu na przykład.

      I nie mam już do siebie pretensji za małe przyzwyczajenia i rytuały. Co z tego, że wieczorem lubię coś obejrzeć lub przeczytać (zamiast np. prasować :-P). Taki mały rytuał pozwala mi przełączyć się z trybu dziennego na wieczorne odpoczywanie. Mój mózg dostaje informację, że wszystko na dziś już robione, nie trzeba już tak się spinać.

      Czasami po prostu trzeba odpuścić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Z pamiętnika masochistki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 grudnia 2014 22:01
  • środa, 10 grudnia 2014

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny