Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • poniedziałek, 31 marca 2014
    • Prawdziwa wartość fotografii

      - To jest prawdziwa wartość fotografii - powiedział S., znajomy fotograf, od którego tyle się nauczyłam w tej dziedzinie. Jedna z modelek z którą często współpracował przyniosła do studia starą kliszę z prośbą o zeskanowanie i wydrukowanie zdjęcia. Była na nim gęś i dziecko. Dzieckiem tym podobno była modelka, ale zdjęcie było tak kiepskiej jakości, że trudno było dostrzec podobieństwo.

       

      Gęś należała do dziadka modelki i nazywała się Balbina. Na zdjęciu wydawała się ogromna. Modelka (a gwoli ścisłości fotomodelka) jako dorosła kobieta była drobna i szczuplutka, jako dziecko pewnie też, stąd takie wrażenie.

      Modelka miała dużo pięknych zdjęć. Współpracowała z wieloma fotografami, wcielała się w wiele ról. Ale właśnie to zdjęcie - niedoskonałe kompozycyjnie, kiepskie technicznie, stare, niewyraźne - to zdjęcie było dla niej bardzo ważne. Przypominało sielskie dzieciństwo na wsi, albo sielskie wakacje na wsi u dziadka, z ulubioną Balbinką, wśród znajomych ścieżek. Bez stresu, bez walki o zdjęcia (tak, tak, modelki też nie mają łatwo), bez problemów większych niż to, czy mama pozwoli na kolejnego lizaka.

       

      Otwieram galerię w starym telefonie i widzę Płaczolinę w śmiesznej czapce. W ulubionych legginsach (moich ulubionych :-) w sowy, które w "ferworze walki" zostały podarte, a potem wyrzucone. Widzę Płaczolinę na kocu, na którym w poprzednie lato często się karmiłyśmy. Mała nie potrafi jeszcze nawet pełzać, ale dziarsko podnosi główkę. Uśmiecham się do zdjęć, na których ona się śmieje, smutno mi gdy widzę zdjęcie z nietęgą miną.

      Mam do siebie żal, że tak mało ma zdjęć profesjonalnych, że ciągle zajęta jestem codziennością, że nie myślę o tym. Mam do siebie żal, że nie uwieczniam najważniejszego.

       

      Zdjęcia modelek i modeli w moim portfolio nie wywołują u mnie takich emocji. Owszem, jestem dumna  -  z techniki, z artyzmu, z tego, że mam własne pomysły. Wiem że pierwszy lepszy fotograf nie poradzi sobie tak, jak ja. Ale za 50 lat to znowu zdjęcia Płaczoliny z wykrzywioną umorusaną buzią przy pierwszej próbie karmienia marchewką będą wywoływały u mnie emocje. Na zdjęcia modelek i modeli po prostu miło będzie popatrzeć.

       

      Bo to jest prawdziwa wartość fotografii. Nie Photshop, nie anorektyczne modelki w dziwacznych pozach. To nasze wspomnienia, kawałek życia, migawka ze szczęścia.

       

      - Rzadko się zdarza, by na pierwszych zajęciach ktoś zrobił tak dobry portret - powiedział S., a ja puchłam z dumy. Potem były zajęcia z aktu i... poszło mi jeszcze lepiej. Nic dziwnego - to moja ulubiona dziedzina fotografii. W naszej kulturze nagość często równa się bezbronność. Ogołocone z ubrania postacie przestają zwracać na siebie uwagę kolorowym strojem, przestają ukrywać. Można wtedy pokazać naprawdę wiele (i nie chodzi o gołe ciało, choć niestety w Polsce akt często kojarzony jest z pornografią...).

       

      Nie zajmuję się już fotografią. Pogubiłam gdzieś numery telefonów do znajomych modelek, nie mam czasu szukać nowych.

      I żal mi. Żal mi, że nie robię już i pięknych aktów, i pięknych migawek ze szczęścia.

      Żal mi, że wzięliśmy Małą tylko raz do studia.

      Żal, że nie potrafię się pozbierać i codzienność mnie tak przytłacza.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Prawdziwa wartość fotografii”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 31 marca 2014 00:12
  • niedziela, 30 marca 2014
    • Matka pracująca - przykazania

      Pierwsze - i najważniejsze - przykazanie Matki Pracującej: NIE ZROBISZ WSZYSTKIEGO.

      Choćbyś nie spała, a Twoja doba była z gumy, nie zrobisz wszystkiego. To niemożliwe.

      Zawsze będzie coś, co zaplanowałaś, a na co nie zostało czasu. W związku z tym, że nie zrobisz wszystkiego, przestań się tym martwić. Zrobiłaś wystarczająco dużą część.

       

      Drugie: Zrób coś dla siebie. Ja wiem, że nie masz czasu. Ja wiem, że chciałabyś jeszcze zrobić sobie kanapkę na jutro, żeby nie być ciągle na drożdżówkach. Spódnica niewyprasowana, kosmetyki rozrzucone w łazience? Trudno. Albo zaczniesz wykrawać czas dla siebie albo depresja murowana.

       

      Trzecie: Nie mej wyrzutów sumienia, że Twoje rozrywki są odmóżdżające. Oglądasz seriale zamiast czytać? Dziecko podrośnie, wrócisz do książek. A teraz ciesz się z rozrywki jaką wybrałaś.

       

      Czwarte: Korzystaj z pomocy innych. Tata/babcia/ciocia też mogą zostać z dzieckiem. Albo poprasować.

       

      Piąte: Ułatwiaj sobie życie. Nie wszystkie gotowe dania są bez wartości (np. zupy przecierowe). Jeżeli możesz sobie na to pozwolić, wynajmij kogoś do sprzątania. Chociażby to miało być tylko raz w miesiącu. Pościel nie musi być wyprasowana :-P. T-shirt do marynarki też ładnie wygląda.

       

      Szóste: Jak czujesz że nie dajesz rady, odpuść sobie choć na chwilę. Może i masz milion zaległości, ale jeden wieczór/weekend luzu przyda się czasami. Dla zdrowotności.

       

      Siódme: Nie wierz, że nie da się pogodzić pracy z opieką nad dzieckiem. Da się, jeżeli będziesz przestrzegała przykazania czwartego. W pracy też.

       

      Przykazania wynikają z moich osobistych doświadczeń.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Matka pracująca - przykazania ”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 marca 2014 08:46
  • piątek, 28 marca 2014
    • Transport publiczny

      Kozaki miała śliczne. Kompletnie na rower nieprzydatne, ale nie o to przecież chodzi, jak się jeździ, tylko jak się wygląda, prawda? Kozaki te zwracały uwagę, bo chyba one były powodem problemów z utrzymaniem równowagi na rowerze. Do kozaków dobrana była torebka. Włosy odpowiednio ułożone. Oczywiście kurteczka mająca robić słodkie, dziewczęce wrażenie. Spodnie, bo na spódnicę jednak za zimno.

      Cycle chic. Bardzo dużo czasu spędziła pracując nad swoim wyglądem. Nad techniką jazdy - jeśli sądzić po wynikach - nie spędziła czasu prawie wcale.

      Chwiała się jak trzcina na wietrze, miała problem z trzymaniem kierownicy jedną ręką, żeby dać sygnał, że chce skręcić.

                 

      A skręcała przez całą szerokość jezdni. Z pasa prawego na środkowy, potem na lewy. Robiła to bardzo powoli i nieudolnie. Zdezorientowani kierowcy po prostu się zatrzymali. Zrobił się korek.

      I teraz będzie kontrowersyjnie, bo... ja uważam, że miała prawo być na jezdni.

       

      Droga jest dla wszystkich. Dla autobusów, dla samochodów, motocykli i rowerów. I dla elegantek, którym trudno się jeździ, bo boją się zniszczyć buty. I dla starszego pana, jadącego powoli rowerem na targ.

      Droga jest dla wszystkich, tylko czasami jedni drugim utrudniają życie.

      W cywilizowanych krajach rozwiązuje się ten problem banalnie - robi się drogi rowerowe. Wtedy żaden rowerzysta nie będzie dezorganizował ruchu z jednej strony, a z drugiej strony nie będzie się bał że wjedzie w niego kierowca, który uważa, że nie musi zachowywać odstępu mijając rowerzystę.

      W Polsce, gdy jest problem do rozwiązania, to... to jest problem do rozwiązania.

       

      Weźmy potem autobusy. Co można zrobić, żeby zachęcić ludzi do autobusów? Zorganizować trasy tak, by ludzie mieli dobry dojazd. Zwiększyć częstotliwość kursowania.

      A można tak jak w Warszawie - podnieść ceny biletów. I czekać na cud.

      Na cud, że na przykład taka ja, zamiast jechać 50 minut samochodem, przesiądzie się na autobus, który przy dobrych warunkach drogowych dowiezie mnie do celu już po 1,5 godziny.

      Można liczyć na to, że taka ja nie zauważy, że jadąc autobusem marnuje dziennie dodatkowe 80 minut.

       

      Weźmy kolej podmiejską/miejską. W korkach nie stoi - plus w porównaniu do autobusów. A że jeździ tylko raz/dwa razy na godzinę i nigdy nie wiadomo, czy przyjedzie na czas? Oj tam, oj tam, szczegół mały.

       

      To może tramwaje? W korkach też nie stoją. Nie spóźniają się tak często jak pociągi. Niestety, nie w każdym miejscu da się położyć tory.

       

      Bardzo chciałabym jeździć transportem miejskim. Mogłabym poczytać książkę, gazetę, zdrzemnąć się. Nie musiałabym, wracając zmęczona z pracy, mobilizować się do skupienia pomimo zmęczenia. Nie musiałabym martwić się, czy w tej codziennej gonitwie z korkiem na drodze starczy mi czasu na tankowanie.

      Tylko co z tego, ze ja bym chciała, gdy lokalne władze by nie chciały? Albo raczej - co z tego, że bym chciała, skoro lokalnych władz to nie obchodzi? Oni z transportu publicznego nie korzystają. I nie mają problemów, gdy się spóźnią.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Transport publiczny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 28 marca 2014 18:07
  • czwartek, 27 marca 2014
    • Pan parkingowy

      Pan parkingowy siedzi codziennie w kanciapce i obserwuje ludzi. Widzi jak odklikują się przy wjeździe, a potem ruszają w swoją drogę. Widzi, jak wracają po całym dniu.

       

      Wie, kto miał dzień udany, a kto nie. Kto dziś wraca radosny, a kto pokonany. Kto idzie dumny, sprężystym krokiem, a kto powłóczy nogami.

           

      Widzi jak ten, który niedawno buńczucznie i brawurowo szalał i dociskał gaz, parkował niedbale zajmując masakrycznie drogim samochodem dwa miejsca, teraz spokorniał.

       

      Widzi po samochodach, kto dostał awans, a komu się nie powiodło.

       

      Wie, kto się spieszy do tych, co czekają w domu, a kto nie ma się do kogo spieszyć.

       

      Widzi prezesów w drogich samochodach, dyrektorów w samochodach średniej klasy. Widzi zwykłych pracowników w zwykłych autach.

       

      Widzi ludzi w wiosennych kurteczkach  choć niedawno jeszcze widział ich w ciężkich zimowych płaszczach.

       

      Widzi siwiznę na skroniach tego, który dziesięć lat temu młody i rześki wbiegał prawie na parking. Teraz idzie spokojniej, ale widać ciągle oznaki wcześniejszej energii.

      Widzi jak ludziom rosną brzuchy, powolnieje krok.

      Widzi nowych kierowców.

       

      Pan parkingowy widzi Życie w całej okazałości.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pan parkingowy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 27 marca 2014 18:04
  • środa, 26 marca 2014
    • Jakże ja chcę żyć!

      Nie, nie jestem chora :-) Poza hormonami - ale to nie jest śmiertelne, tylko wnerwiające - nic mi nie jest.

      Ale dziś mam refleksyjny nastrój i naszła mnie myśl, że przecież kiedyś przyjdzie mi umrzeć. Banał nad banałami, ale zawsze nas zaskakuje.

       

      Nie zdążę zobaczyć wszystkich miejsc, które bym chciała, nie zdążę zrobić wszystkich zdjęć. Napisane zostaną nowe książki, ale ja już ich nie przeczytam, nakręcone zostaną nowe seriale, ale ja już ich nie obejrzę. Nie będę czuła wiosennego ożywienia, letniej ospałości i jesiennej tęsknoty za minionym latem.

      Jak będą żyły wnuki moich wnuków? Czy ktoś jeszcze będzie o mnie pamiętał?

      Kiedyś przyjdzie mi się ze wszystkim pożegnać.

       

      Ale może w tym cały urok. Stąd źródło całego smaku. Czy kieliszek wina byłby taki smaczny, gdyby nigdy nie miał się skończyć? Czy słodkie ciastko nie straciło by swojej słodyczy, gdyby można je było jeść bez końca? Czy cygaro byłoby tak aromatyczne, gdyby nigdy nie przestawało się palić?

      Pewnie nie. A więc to koniec nadaje wszystkiemu znaczenie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Jakże ja chcę żyć!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 26 marca 2014 18:36

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny