Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • czwartek, 26 marca 2015
    • Logika dwulatka

      1. Jeżeli czegoś "nie wolno" (brać/robić) to oznacza, że trzeba bardzo szybko uciekać po tym, gdy się to zabrało/zrobiło.

      2. Jeżeli przelatujący nad głową samolot jest bardzo głośny, trzeba na niego krzyczeć "Łobuzie!". Jeżeli to nie pomaga, trzeba krzyczeć głośniej.

      3. W restauracji trzeba wszystkim zastanym, a potem nowo przybyłym, gościom oznajmiać, że: "[imię] je!" Inaczej istnieje ryzyko, że przegapią to wydarzenie.

      4. Ślub będzie się brało po to, żeby dostać taką obrączkę, jaką nosi mama. Inne powody są nieistotne.

      5. Wśród kandydatów na współmałżonka można rozważać samego siebie, lub swój smoczek.

      6. Ubranka i zabawki rozrzuca mama, albo postać z bajki.

      7. Język polski jest bardzo giętki. Np. liczba mnoga od "samolot" to "samole".

      8. Jeżeli ty to jesz, to oznacza automatycznie, że ja też mam to dostać do jedzenia. W drugą stronę nie działa.

      9. Wszelkie rzeczy związane z jedzeniem należy traktować ze szczególną estymą. Np. maszynie do pieczenia chleba daje się buziaki podczas wyrabiania ciasta, w celu zwiększenia jej motywacji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Logika dwulatka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 marca 2015 22:05
  • czwartek, 12 marca 2015
    • Tatry zimą

      Idę, włóczę się noga za nogą. Nie mam już energii, choć dopiero zaczęliśmy. Po kilku godzinach będę szła siłą ambicji, bo innej siły już nie będzie...

      Zapadam się czasami w śniegu po pachwiny. Czasami łydki bolą mnie jak cięte nożem, gdy po bardziej stromym kawałku, wyślizganym dodatkowo przez kogoś, kto nie dał rady zejść (więc zjechał na tyłku :-) muszę się wspiąć używając raków.

       

      Patrzę się pod nogi, nie mam siły podziwiać widoków. Gdy mija nas grupka narciarzy biegowych, którzy poruszają się dużo szybciej niż ja, Seru usiłuje mnie pocieszyć:

      - Idą szybko i nie podziwiają widoków, tak jak ty.

      - Ja się patrzę pod nogi... - wysapuję.

       

      Pierwszego dnia na szczyt wdrapywaliśmy się po zmroku, przy blasku księżyca. Wiatr wiał śniegiem w twarz.

      Drugiego dnia dziewięcioosobowa grupa przed nami zrezygnowała z wchodzenia, bo szlak był nieprzetarty, masy śniegu i kosodrzewina powodowały, że 10 metrów czasami pokonywało się w 30 minut. Przetarcie szlaku przypadło więc nam, a właściwie głównie Serowi. Następnego dnia nie mogłam zejść ze schodów bez bólu...

       

      Ale było warto. Satysfakcja z wejścia, nawet tak powolnego jak moje, ogromna. Widoki - cudowne (czasami jednak udało się rzucić okiem).

      Tatry w styczniu, bo o nich jest ten wpis, są piękne. Dużo mniej ludzi, mniej komercji, przyroda. Wysiłek przesuwający granice wytrzymałości, kotlet i grzane wino w schronisku... dlatego teraz czekają na mnie Tatry marcowe. Czy będą tak samo urokliwe? Zobaczymy.

       

      tatry

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Tatry zimą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 marca 2015 16:01
  • środa, 11 marca 2015
    • Rzecz raz odłożona..

      Rzecz raz odłożona, dalej odkłada się sama.

       

      Bo tu to, a tu tamto, a potem się zrobi, a nie mam weny, a w sumie to nie wiem i znowu zapomniałam.

      A potem się okazuje, że wstyd na własnego bloga wejść, bo jeszcze się w oczy rzuci data ostatniego wpisu. I wytłumaczenia na nią nie będzie.

      I nic dziwnego, że nikt tego nie czyta, bo co ma niby czytać?

      Wypadałoby teraz konstruktywną samokrytykę, i obietnicę poprawy, i pół ekranu wymówek, ale nie będziemy ściemy walić.

       

      Zresztą, jeszcze się okaże, że wylezą zamiecione pod ten jedyny dywan w domu, też mocno odkładane postanowienia i rzeczy do załatwienia.

      Na przykład postanowienia o niejedzeniu słodkości. No więc, jeżeli do słodkości nie zaliczymy szarlotki, czekolady, pączków, pierniczków i na pewno jeszcze czegoś, to można by nawet powiedzieć, że spełnione.

      Albo takie odgruzowanie domu. Jeżeli zapomnimy o milionie rzeczy "bo nad tym się jeszcze zastanowię" albo "to się jeszcze przyda" to właściwie też już załatwione.

       

      To może ten dywan jednak nie taki straszny :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Rzecz raz odłożona..”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 11 marca 2015 18:57

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny