Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • wtorek, 29 kwietnia 2014
    • Głupi naród czyli gdzie jest nasza elita

      Są w różnym wieku, różnej płci. Znakomita większość z nich ma wyższe wykształcenie. Przeprowadzają skomplikowane projekty, piszą poważne raporty, bardzo rozsądnie argumentują swoje zdanie podczas dyskusji.

      Pokazuję im Płaczolinę i jednym z pierwszych pytań, jakie słyszę, jest pytanie, gdzie dziecko ma coś czerwonego. Zbija mnie to trochę z tropu. Naciskają dalej, ale w końcu argument, że dziecko ma pieluszkę ozdobioną czerwonymi postaciami, pozwala mi uwolnić się od tego pytania.     

      Oddychają z ulgą. Nikt nie rzuci uroku na moją córkę. Jest zabezpieczona.

       

      Wymagania wobec uczniów są coraz niższe. Słyszę opowieści od nauczycieli, że mają naciski od dyrekcji i kuratorium, żeby słabych uczniów przepychać choćby kolanem dalej. Słyszę czasami pytania z egzaminów poprawkowych, które urągają całemu zamysłowi kształcenia dzieci.

       

      Na rynku pojawia się coraz więcej gazet piszących o pierdołach w stylu cycki Siwiec czy ubranie (a raczej jego brak) Paris Hilton. Gazety typu "Polityka", które próbują jeszcze podejmować dyskusje na tematy ważne społecznie i przekazać ważne wiadomości, odnotowują spadek czytelników.

       

      Głupiejemy. Coraz rzadziej prowadzimy dyskusje o sprawach ważnych, coraz mniej z otaczającego świata nas obchodzi.

      Jest taki żart rysunkowy, że bardziej obchodzi nas kto zdobędzie tron w Westeros, niż kto wygra wybory. Śmieszny. I jakże prawdziwy.

      Nie zastanawiamy się nad ekonomicznym sensem niektórych decyzji politycznych. Prawdę mówiąc nie obchodzą nas one. No chyba że chodzi o Internet.

      Gdy chcą odebrać nam igrzyska, potrafimy się zjednoczyć. I będziemy protestować przeciwko ACTA.

       

      Gdzie jest nasza elita intelektualna? Ta, która nadaje ton dyskusjom społecznym. Ta, która interesuje się otaczającym światem, konsekwencjami społecznymi różnych wydarzeń i decyzji. Ta, która wprowadza "modę" na szeroką wiedzę ogólną, na oczytanie. Ta, która kulturalnie i na temat prowadzi polemikę.

      Wyginęła podczas wojny? Wybito ją w powstaniu warszawskim? Wykarczowała ją komuna? Emigrowała na zmywak?

       

      A może siedzi cicho i włos się jej jeży, jak słucha o ruchach antyszczepionkowców, o wierze w znachorów, o kolejnych zabobonach.

      I za rozbudowaną biblioteczkę chowa się ze strachu, czytając artykuły o dzieciach zagłodzonych przez rodziców, którzy zamiast lekarzom, wierzyli znachorom.

      Rodziców postrzeganych przez społeczeństwo jako bardzo pobożnych. Bo postrzeganie kogoś jako pobożnego to miły stereotyp który zwalnia z patrzenia na poczynania sąsiada, który może robić komuś krzywdę. Człowiek pobożny jest stereotypowo dobry. I nikt się nad jego rozsądkiem nie zastanawia.

      A gdyby się zastanowił, wiedziałby, że jego wiara nakazuje nie mieć innych bogów poza tym jednym. Więc wyklucza zanoszenie dzieci do znachorów.

      Gdyby się zastanowił wiedziałby, że ani pobożność, ani wykształcenie nie gwarantuje rozsądku.

       

      Gdyby nasze elity intelektualne były zwarte i silne jak kiedyś, głośno i dobitnie zwalczałyby głupie wierzenia w zbędność szczepionek, w leczenie światłem kosmicznym i znachorów. Teraz tylko biedni pediatrzy kiwają głowami z niedowierzaniem w zaciszu swoich gabinetów.

       

      Niestety, znowu się to nikomu nie opłaca. Silna grupa intelektualistów to jedna z najgorszych rzeczy dla polityka. Nie wierzą w populistyczne hasła, rozliczają z obietnic wyborczych, głośno zadają niewygodne pytania.

      Głupim narodem łatwiej rządzić. Rzuci mu się igrzyska, kilka ładnie brzmiących hasełek i można dalej robić swoje.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Głupi naród czyli gdzie jest nasza elita”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 kwietnia 2014 22:35
    • Samotna matka

      Jak bardzo małe dziecko potrafi dać w kość, pisać nie trzeba. Miliony wpisów na blogach parentingowych załatwiły za mnie tę sprawę.

      Zalinkuje tylko może, co powoduje u nas zwykły dzień z Płaczoliną :-)

       

      Ojciec Płaczoliny pracuje za morzem, a mi przez te kilka dni dane jest zasmakować bycia samotną matką. To nie pierwszy raz, gdy zostaję sama z Małą, ale za każdym razem to baaaardzo długie kilka dni.

       

      Wracam z pracy, jak zawsze, odbieram małą, jak zawsze, próbuję coś zjeść jedną ręką, druga ręką ją zabawiając, jak zawsze. Ale wieczorem nikt nie przyjeżdża i nie zwolni mnie chociażby na chwilę.

      Nie mam nawet pięciu minut na spokojne wypicie herbaty, o kolacji nie wspomniawszy. Sama kąpię i wyciągam z wanienki jedenastokilogramową "Małą". Sama męczę się z myciem ząbków. O piątej rano szykuje pierwszy posiłek z wrzeszczącą Płaczoliną na rękach.

      Na wszelkie domowe czynności zostaje czas, gdy mała śpi, kiedy przeważnie sama jestem już skonana.

       

      O siłowni o dziewiątej wieczorem mogę zapomnieć, o wszelkich wyjściach z koleżankami też, chyba że na lunch w czasie pracy.

      Żadne hobby, chyba że wieczorne czytanie, nie wchodzą w grę.

       

      Samotne matki mają tak na co dzień, dopóki dziecko nie podrośnie.

      To muszą być kobiety ze stali.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Samotna matka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 kwietnia 2014 21:00
  • poniedziałek, 28 kwietnia 2014
    • Masz problem? Weź tabletkę!

      Kobieta w aptece w kolejce przede mną ma problem z PH swojego moczu. Chce "coś z żurawiną".

      "Tak, tak, to pomaga" - zgadza się aptekarka i sprzedaje tabletki  z żurawiny.

         

      Tabletki, Nie sok, który jest kwaśny ale wystarczy pić kilka łyżeczek dziennie, nie kisiel domowej roboty, który robi się w 3 minuty i jest bardzo smaczny, tylko tabletki. Kolejna tabletka na kolejny problem.

       

      Boli cię ząb? Nie, ale po co dentysta - tabletka! Nie trawisz laktozy? Nie musisz już odstawiać produktów mlecznych - jedna tabletka i po sprawie! Chcesz jeść tłusto a wątroba nie daje rady? Weź tabletkę! Za mało magnezu? Pestki dyni, orzechy, migdały - do wyboru! Aha, wolisz wziąć tabletkę. Ciągłe przeziębienia, spadek odporności? Zamiast spacerów i zdrowego żywienia - tabletka!

       

      Ludziom zaczyna wydawać się, że są tabletki na wszystko. Niestety, na głupotę i naiwność jeszcze nikt nic nie wynalazł.

      Ale to się przecież nie opłaca.

      Który koncern farmaceutyczny zarobiłby, gdyby powszechnie nadawano reklamę - "za mało magnezu - jedz pestki dyni!"? Który zarobiłby na promowaniu cytryn i kapusty, zamiast witaminy C,  w okresie wzmożonych przeziębień?

       

      Nie wiem jaki jest teraz program szkolny, ale na mojej biologii bardzo dużo czasu poświęcaliśmy na przekrój poprzeczny sosny, rozmnażanie pierwotniaków i inne bardzo niepotrzebne rzeczy. Tylko raz biolożce udało się wpleść parę zdań o jedzeniu tabletek jak cukierki i głupotach w stylu "Centrum od A do Z" gdzie są elementy, których ze sobą łączyć się nie powinno. Na więcej nie starczyło jej już czasu, w programie miała kolejne bardzo nieprzydatne rzeczy do omówienia.

       

      Rozumiem, że są sytuacje, gdy sięgnięcie po tabletkę to najlepsze rozwiązanie. Ból głowy, który może by i minął po przespanej nocy, ale nie mamy czasu ani nerwów, żeby na to czekać. Witamina D, którą w naszym klimacie bardzo trudno uzupełnić i często trzeba sięgać po suplementację. Ale łykanie tabletek jak cukierki to po prostu głupota. W wielu przypadkach jedyne co zostanie zmienione to zawartość naszego portfela. Na niekorzyść oczywiście.

       

      Potrzebna jest porządna kampania społeczna informująca, jak z prostymi problemami możemy sobie pomóc naturalnie i o wiele bardziej skutecznie.

      Ale kto na tym zarobi?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Masz problem? Weź tabletkę!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 kwietnia 2014 20:57
  • sobota, 26 kwietnia 2014
  • środa, 23 kwietnia 2014
    • Interwencje

      Nie zastanawiało was dlaczego tak często w przypadku afer z krzywdzonymi dziećmi, bitymi żonami, morderstwami sąsiedzi zeznają, że to taka spokojna, ułożona rodzina?

      Nikt nie przyzna się przecież, że słyszał krzyki i tłustej dupy z fotela nie ruszył. Wyrzuty sumienia zagłusza mówiąc, że inni przecież też słyszeli, a tak w ogóle to nie jego sprawa.

         

      Słyszysz krzyki. Wrzaski wręcz. Głos dorosły i głos dziecka. Smutny, zdezorientowany, śmiertelnie wystraszony.

      Wstajesz i chcesz tam iść. Ale masz wątpliwości. Może to nic takiego.

      Zatrzaskują się drzwi. Kilkuletnie dziecko zostaje na klatce. Krzyczy rozpaczliwie, nie wie, dlaczego zostało odrzucone. Rozjuszona matka otwiera z hukiem drzwi, wciąga kilkulatkę szarpiąc. Trzaśnięcie. Potem krzyki jeszcze bardziej rozpaczliwe, jeszcze bardziej wystraszone i pełne bólu.

       

      Nie wytrzymujesz. Idziesz, walisz w drzwi. Tłumaczysz matce, że to nie wina dziecka, że tak nie wolno, że wylewa na dziecku własne frustracje i niepowodzenia.

      Jestem dobrą matką - słyszysz. Płaczesz. Dziewczynka jest niegrzeczna, bo nie chciała założyć czapki. Nie zasługuje na wejście do domu, na łagodne tłumaczenie. Płaczesz z bezsilności jeszcze bardziej.

       

      Potem ona nasyła na ciebie swojego gacha i wtedy to czujesz. Samotność - swoją, maltretowanego dziecka. Nikt nie przyjdzie wam z pomocą. Gach może cię straszyć i obrażać, matka może bić dziecko i wystawiać je na korytarz, ale to ty czujesz się źle.

      Nikt nie ruszy palcem, zostajesz ze swoją samotnością i swoim odrzuceniem. Strachem przed kolejnym starciem i strachem przed tym, że dziecku dostanie się za to, że swoją słabą próbą obrony zwróciło uwagę sąsiadów. Wiesz z opowieści, że twoja interwencja nic nie dała, matka potem darła się jeszcze bardziej.

       

      Spotykasz dziecko na klatce. Matka woła, żeby przyszło do domu. Dziewczynka stoi, skulona, boi się wejść po schodach.

      Sąsiedzi odwracają wzrok.

       

      Jesteś tylko gościem, więc wyjeżdżasz następnego dnia. Z żalem, z poczuciem porażki i ogromnej samotności.

       

      Mija kilka dni. Czas nie pomaga.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Interwencje”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 23 kwietnia 2014 18:54

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny