Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • niedziela, 25 maja 2014
    • Nie zadzieraj z masażystą!

      Piątek zaczął się milutko, od chłodnego piwka i spaceru nad rzeką. Sobota zapowiadała się równie przyjemnie, bo zacząć się miała masażem, lekiem na cały stres, napięcie mięśniowe i doskonałym środkiem relaksującym.

       

      Niestety mój organizm nie zrozumiał, że może spać ile wlezie i w sobotę rano obudził się o 5:30. Nic to - pomyślałam - wyśpię się na masażu.

      Śniadanko, kawka, szlafroczek i w papciochach idę do gabinetu. Miły poczciwy pan o łagodnej twarzy i jeszcze bardziej łagodnym głosie każe położyć się na leżance i uprzedza, że może trochę boleć. "Pewnie miał jakieś nietykalskie nimfy" - pomyślałam - "a tu trzeba porządnie mięśnie wymasować".

      O czym pan nie uprzedził, to że ma inną definicję słowa "trochę" i jego "trochę" to taki eufemizm, żeby nie rzec wprost - bujda. Nie uprzedził też że łamie rękami podkowy i o tym, że są złamane dowiaduje się dopiero po trzasku...

      Zaczyna się masaż, "trochę" zaczyna być coraz mniej "trochę" a coraz bardziej "bardzo". Byłam dzielna i nie zwiałam panu z leżanki. Ale to tylko dlatego, że bałam się, że będzie mnie gonił.

      Po masażu zostały mi siniaki...

       

      Resztę soboty miałyśmy typowe zabiegi, z których już żadna z nas nie chciała zwiać. Natomiast wieczór poświęciłyśmy na niweczenie wszelkich wysiłków terapeutów. Wszystkie te zabiegi upiększające, ujędrniające, odchudzające, odświeżające zostały utopione w morzu wina. Zwalamy to wszystko na kelnera, który nie tylko pozwolił nam zabrać kolejną butelkę nad rzekę, ale dał nam jeszcze kieliszki, żebyśmy mogły ubrdryngolić się bardziej kulturalnie.

       

      W niedzielę rano mój organizm nie ogarnął że trzeba odespać nocną eskapadę i oczywiście budził się o 5:30. Ponieważ nie mogłam mieć jednego zabiegu ze względu na kruche naczyńka, zamieniłam go na kolejny masaż, tym razem ponoć bardziej łagodny.

       

      Sceneria ta sama - szlafroczek, papcie, leżanka. Leżę i czekam na tortury. Pan masażysta stwierdza, że jestem bardzo spięta w karku i zestresowana. Miałam ochotę naprowadzić go, że może wczorajszy masaż ma coś z tym wspólnego, ale powstrzymałam się. Nie chciałam potem tłumaczyć się przed mężem, że nikt mnie nie bił tylko masował...

       

      Moi drodzy, gdy spotykacie na swojej drodze masażystę, nie dajcie się zwieść łagodnej twarzy, ciepłemu głosowi, miłemu usposobieniu. Nie wdajemy się wtedy w dyskusje, nie pyskujemy, a już na pewno nie siłujemy na ręce. Uśmiechamy się grzecznie i pospiesznie oddalamy w bezpieczne miejsce. Najlepiej takie bez leżanek.

       

      Wróciłam i okazało się, że moje dziecko nie zauważyło, że mamy nie ma. Zadowolone podporządkowało sobie babcie, rozkazywało, godzinami siedziało na huśtawce. Mama została przywitana miłym uśmiechem i rozkazem, gdzie Dedet ma zostać zaniesiony...

      A ja nie mogłam przestać tęsknić. Okazuje się, że lęk separacyjny bardziej dotycz matek niż dzieci. Mam teraz wyjechać na kilka dni i wcale mnie to już tak nie cieszy.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Nie zadzieraj z masażystą!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 maja 2014 23:33
  • piątek, 23 maja 2014
  • poniedziałek, 19 maja 2014
    • Pochwała cycków

      Dlaczego warto karmić piersią?

       

      1. Cycki są zawsze na miejscu. Nie musisz pakować ich do i tak przeładowanej torby.

      2. Nie musisz się zastanawiać, jaki rodzaj mleka kupić. Cycki zastanowią się za ciebie i wyprodukują to, co trzeba. A jak zmienisz pediatrę, nie każe ci zmieniać cycków.

      3. Nie musisz cycków wyparzać. No chyba że jesteś masochistką.

      4. Nie musisz wstawać w nocy, cycki zrobią to za ciebie. No może ciut przesadziłam. Wstajesz, kładziesz malucha koło siebie, podajesz pierś i idziesz spać. Maluch i cycki zrobią resztę.

      5. Możesz leżeć/spać/czytać ile wlezie karmiąc. Maluch nawet najedzony nie będzie miał ci tego za złe.

      6. Oszczędzasz kasę, bo nie kupujesz mleka modyfikowanego. Możesz teraz kupić sobie buty, w końcu zaoszczędziłaś.

      7. Jest problem z piciem alkoholu, ale spójrz na to w ten sposób - nie pijesz kolorowych drinków, żegnajcie kalorie!

      8. Karmienie piersią powoduje dodatkowy wydatek energetyczny, więc jak otworzysz lodówkę i załączy ci się pakman, to nie musisz mieć wyrzutów sumienia.

      9. Jak nie wiesz jak zamknąć buzię natrętnemu dzieciakowi, który domaga się uwagi/klocka/telefonu/noża kuchennego/surowej ryby użyj cycka. Z cyckiem w buzi nie da się marudzić.

      10. W późniejszych negocjacjach z nastolatkiem możesz użyć argumentu "to ja, własną piersią cię wykarmiłam, a ty...". Może podziała chociaż za pierwszym razem.

      11. Możesz zawsze ładnie wypełnić cyckami biustonosz i podkreślić fajny krój bluzki. Z butelką będzie gorzej.

      12. Gdy idziesz możesz seksownie wypiąć cycki do przodu. Oczywiście możesz spróbować wypiąć butelki, ale nie będzie już takiego efektu. Można też wypinać cycki niekarmiące, ale karmiące są większe.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Pochwała cycków”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 19 maja 2014 00:04
  • niedziela, 18 maja 2014
    • Jak nie wychowałam niejadka

      Ostatnio na jakimś spotkaniu zdziwienie wzbudził fakt, że Płaczolina, mająca już przecież ponad rok, na śniadanie wcina kanapkę. I robiła to jeszcze jak owego roku nie miała.

      Może nie jest to ładne jedzenie zgrabnie trzymanej w rączce kanapeczki, za to osobno szyneczka czy dżemik, osobno chlebek, reszta na ziemię, ale nie wchodźmy w szczegóły.

       

      To nie jest pierwszy raz gdy słyszę, że ktoś mi zazdrości, że moje dziecko wszystko je. A ponadto uważa, że miałam szczęście.

      Otóż niekoniecznie. Może i genetycznie przekazałam Płaczolinie umiłowanie do jedzenia, ale początki miałyśmy ciężkie. Pół łyżeczki przez godzinę gotowanej marchewki czy wyciskanego soku to był sukces okupiony wrzaskami "matka chce mnie otruć!"

       

      Nie tędy droga, pomyślałam. Nie chcesz - nie jedz. Czasami z trudem zdobywany naprawdę ekologiczny ziemniak, starannie obrany, ugotowany, zmielony czy przetarty, zostawał wzgardzony. Trudno, widocznie taki już los ziemniaka.

      Nie zmuszam małej do jedzenia (chyba że lekarstw). Dlatego po wstępnym odrzuceniu produktów innych niż mleko, Płaczolina w nich zasmakowała. Sytuacja poprawiła się jeszcze, gdy uznałam, że może sama gryźć (jeszcze bez zębów) i daje radę z połykaniem czegoś, co nie jest papką. Na pierwszy ogień poszły banany. Po zdanym teście Płaczolina zaczęła dostawać gotowane warzywa w kawałku. Nawet gotowane, niczym nie przyprawione, liście szpinaku.

      Negatywnym skutkiem takiej swobody żywieniowej jest duża ilość sprzątania, pozytywnym - mała je, co się jej da. I nawet kolejny posiłek, typowo już rozdrobniony (bo łatwiej przemycić coś, na czym mi zależy, żeby zjadła, a czego sama by nie wybrała) wcina bez problemu.

       

      Kolejną zachętą jest fakt, że oto mała dostaje coś, co jedzą rodzice. Może wzgardzić własnym ryżem, ale gdy dostaje ryż z talerza mamy je, aż jej się uszy trzęsą. Dzisiaj tym sposobem zjadła płatki owsiane na mleku sojowym.

       

      Dostaje bardzo mało ciastek, pije przeważnie wodę. Dzięki czemu nie ma problemów żeby zjadła coś, co nie jest słodkie.

      To tak z mojej perspektywy. Może się przyda komuś, kto się boi, że jego dzieć będzie jeść tylko ciastka z chipsami :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Jak nie wychowałam niejadka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 maja 2014 10:40
    • Cycki, cycki, wszędzie cycki!

      Warszawska przychodnia dla dzieci i kobiet w ciąży. Pełna mniejszych i większych brzuchów, dziarsko maszerujących kilkulatków lub ciekawie rozglądających się niemowląt. To przed badaniem oczywiście, bo po badaniu obydwie grupy manifestują swoje niezadowolenie.

       

      Czekam na wizytę. Pokój do karmienia jest zajęty, może go nie zauważyłam, a ponadto nie chcę przegapić momentu, gdy wyjdzie pacjent. Karmię więc przed gabinetem, okutana w pieluchę tetrową.

      I idzie on. Na oko lat trzydzieści plus. Więc teoretycznie powinien wiedzieć, skąd się biorą dzieci (a może nie wie i dlatego się tu znalazł...). Powinien też wiedzieć, że dzieci generalnie to się karmi. Niekoniecznie od razu schabowym.

      To w teorii bo w praktyce fakt, że niemowlę może być głodne i trzeba je nakarmić, tak go szokuje, że cudem tylko uniknął bliskiego spotkania ze ścianą. Ten cud nazywał się mój wzrok.

       

      Powtórzmy jeszcze raz:

      1. Przychodnia TYLKO dla dzieci i kobiet w ciąży.

      2. TYLKO dla dzieci i kobiet w ciąży.

      3. Tak, naprawdę tylko dla nich. Mężczyzna jest tam albo lekarzem albo osobą towarzyszącą.

      I pomimo to podejrzenie (bo nie sam widok - byłam zakryta) że kobieta karmi piersią wywołuje szok.

       

      Szok, proszę Państwa, szok i skandal! Oto matki chcę przełamać stereotypowy obraz kobiety jako obiektu seksualnego i pokazują, że ich piersi oprócz wabika i roli seksualnej mają jeszcze inną rolę. Bardzo naturalną.

      Matki pokazują, że chcą przełamać stereotypowy obraz matki, jako tej która ma siedzieć w domu z dzieckiem, i wychodzą na kawę albo do sklepu. Biorą dziecko. Dziecko głodnieje a one zamiast zapaść się ze wstydu pod ziemię ot tak sobie karmią!

       

      Odrzucenie widoku karmiącej matki wynika ze stereotypowego postrzegania kobiety jako obiektu seksualnego. Kobiety są oceniane za wygląd, za urodę, za atrakcyjność. A tu zonk! - okazuje się, że zamiast nosić seksowny dekolt do pępka, mamy używają piersi do karmienia.

       

      Rozumiem jeszcze, że dyskusyjne może być czy mają się przy tym obnażać, czy zakrywać. Bo kogoś może zaszokować goły cycek - w realu, nie na redtube :-) Ale bardzo dużo negatywnych wypowiedzi dotyczy karmienia jako takiego. O dziwo facet sikający pod murem, pijak rzygający na chodnik czy śpiący gdzie popadnie już tak wielkich emocji nie wzbudzają, choć trudno stwierdzić iż prezentują widok estetyczny.

       

      No więc, mamy karmiące, karmcie maluchy ile wlezie! Jesteście częścią społeczeństwa, macie prawo brać udział w życiu społecznym a wasze dzieci mają prawo jeść. Nie dajcie się zamknąć w czterech ścianach tylko dlatego, że widok karmiącej jest bardziej szokujący niż "świerszczyki" wystawione w kiosku.

      Najwyżej jakiś zszokowany wlezie w ścianę :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Cycki, cycki, wszędzie cycki!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 maja 2014 00:02

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny