Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • piątek, 27 czerwca 2014
    • Zazdroszczę

      Gdyby mnie ktoś wziął do kina na dramat romantyczny, najprawdopodobniej z nudów zaczęłabym przeglądać internet na ściszonym telefonie.

      Weekend w Paryżu, w romantycznych knajpkach pod romantyczną wieżą Eiffla kojarzy mi się z dwoma dniami nudy. Zwyczaj wieszania kłódek na mostach z rajem dla złomiarzy.

      Nie lubię ckliwych słówek, patetycznych mów i innych takich romantycznych pierdół. Ale jednak czasami po prostu zazdroszczę.

       

      Zazdroszczę tej szarej myszy, nieciekawej, by nie rzec wprost brzydkiej, z okropnie żółtymi zębami, w szarym, cienkim kucyku i równie szarej koszulce, podkreślającej tylko ziemistość jej cery. Mówił o niej jakby wręcz ociekała seksem, jakby wylewał się z niej między żółtymi zębami. Była najpiękniejsza, najcudowniejsza i ta koszulka sprawiła, że on aż nie mógł. Mówił o niej z takim przekonaniem, uczuciem i żarem, że wszyscy milczeli.

       

      Zazdroszczę tej wyciągniętej na szczyt Kościelca, gdzie na skalistym szczycie usłyszała oświadczyny.

       

      Zazdroszczę tej która w pierścionku dostała tanzanit, wydobywany tylko w Tanzanii. Już wiadomo, gdzie pojadą w podróż poślubną.

       

      Zazdroszczę tej, która miała takie fajne urodziny... Mąż cudem - bez jej wiedzy - wynalazł kontakty do jej znajomych, zorganizował ich wszystkich na tę samą godzinę, zaopatrzył niepostrzeżenie lodówkę i schowki w kuchennych meblach. Do końca udało mu się zachować wszystko w sekrecie. Gdy staliśmy z prezentami przed ich mieszkaniem, składając jej życzenia, ona z wrażenia nic nie powiedziała przez długą chwilę. Stała, chłonęła wszystko, świeciły jej się oczy... Do dziś pamiętam, jak wtedy wyglądała, choć minęła już chyba dekada.

       

       

      No więc nie jestem romantyczna, wcale. Ale czasami po prostu zazdroszczę.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Zazdroszczę”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 27 czerwca 2014 23:01
  • środa, 25 czerwca 2014
    • Kto na tym skorzysta?

      O aferze podsłuchowej powiedziano już prawie wszystko. Kto z kim jadł, za ile, co jadł i czym popił, o czym rozmawiał i jakich (niecenzuralnych oczywiście!) słów używał.

      Nie napisano jednego - komu przysłuży się opublikowanie podsłuchanych prywatnych rozmów.   

       

      Wyobraź sobie taką sytuację - pracujesz w firmie nad projektem, co do którego nie jesteś przekonany. Ale z pewnych powodów - np. walka z konkurencją - musicie ów projekt ciągnąć. Na zewnątrz prezentujecie jednolitą postawę, pełną politycznych frazesów, o tym jaki to wspaniały, rozwojowy projekt.

      Potem idziecie razem na obiad (w korposlangu - lancz) i dajecie upust swojej frustracji. Ktoś podsłuchuje waszą rozmowę, nagrywa, lądujecie u szefa na dywaniku.

       

      Niby że nie to samo? Rzeczywiście - jecie za swoje, nie sprzedajecie niezależności żadnej publicznej instytucji. Ale jednak...

       

      Że polityka jest brudna, politycy załatwiają swoje interesy nieczysto, wiadomo jest nie od dawna.

      Że jedzą za nasze pieniądze? Też wiadomo nie od dawna. Obiadki u Sowy to nie są ich największe przekręty.

      Gdzie więc ten skandal? Czy w rodzaju używanego języka? To były prywatne spotkania. Gdy zostaje się politykiem nie oznacza to, że nawet w wychodku "k..wa" nie można powiedzieć.

      Że "państwo nie istnieje"? Dla mnie to jak najwłaściwszy komentarz odnośnie braku współpracy między poszczególnymi państwowymi instytucjami.

      Że jeden ma o drugim złe zdanie i wyraża je niecenzuralnie? Cała masa ludzi ma o innych złe zdanie i wyraża je niecenzuralnie, tylko nikt ich nie podsłuchuje. To brak kultury, nie polityczny skandal.

      Że inny się boi kontroli w firmie żony? Każdy by się bał i wszystkimi środkami usiłował dowiedzieć, co może z tym zrobić.

      Co jeszcze jest tak szokujące?

       

      Otóż szokujące jest, że nadal nie wiemy, komu paraliż polskich władz przyniesie najwięcej korzyści. Oprócz restauracji oczywiście, sądząc po tym z jaką gorliwością niektórzy moi znajomi rzucili się na stołowanie tam, koniecznie z umieszczeniem odpowiedniego opisu na FB.

       

      Nie mówię, że nic się nie stało. Nie mówię, że wszystkie poczynania podsłuchanych polityków są w porządku. Natomiast sam sposób ich ujawnienia, niektóre tematy rozmów (ocena innych polityków i partii w prywatnych przecież rozmowach) nasuwają skojarzenie, że komuś zależało na wszczęciu afery. I na pewno nie ze względu na dobro państwa.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kto na tym skorzysta?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 25 czerwca 2014 12:15
  • poniedziałek, 23 czerwca 2014
    • Wyrok

      Wyrok został wydany. 

      Siedząc wygodnie w fotelu przed ekranem laptopa, sącząc ciepłą kawę, może jedząc ciastka, a może wracając tramwajem do domu i przeglądając net na smartfonie, publika wydała wyrok.

      A właściwie dwa wyroki.

      Publika która martwi się tym, czy rzeczywiście nie należy jeść glutenu, a może jednak przejść na dietę śródziemnomorską; publika którą podnieca, czy popularna aktorka ma sztuczny biust czy nie, publika owa wydała wyroki.

       

      Pierwszy wyrok - zgwałcona jedenastolatka ma rodzić. Jak to jeszcze dziecko? Przecież zaszła w ciążę - oznacza, że może rodzić. Oczywiście, że swoim córkom też by kazali. Taki mały szczegół, że nie mają córek, albo są one na studiach, pomijają. Ci, którzy kilkuletnie córki mają, po prostu wiedzą, że im się to nie przydarzy. Wierzą w to tak mocno, że aż wiedzą. Zresztą oni z porządnego domu, a tamto - patologia. W razie czego ich córka może jednak nie powinna rodzić, ale to byłby przypadek szczególny...a nie to co teraz. Teraz jest inaczej i oni wiedzą, co należy zrobić. Sami wiedzą lepiej, co jest większą traumą dla dziewczynki.

       

      Najgorszą traumą dla jedenastolatki są oni sami. Najgorszą traumą jest to, że sprawa wyciekła do mediów. Ale oni o tym nie myślą, jedząc chipsy, popijając drinkiem i wystukując palcami na klawiaturze ich wyrok dotyczący czyjegoś życia. Uważając, żeby nie pobrudzić klawiatury chipsami, bo nowa.

       

      Drugi wyrok wydali w sprawie ojca z Rybnika. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie ogromu tej tragedii. Staje mi przed oczami mała dziewczynka, wrzeszcząca, waląca rączkami w szyby zamkniętego samochodu, umierająca kilka godzin w męczarniach.

      Samej wydaje mi się, że bym nie zapomniała. Ja jestem z tych co 5 razy sprawdzają, czy samochód na pewno zamknęłam, gaz wyłączyłam... WYDAJE MI SIĘ. Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono, a ja nigdy nie byłam w jego sytuacji. I mam nadzieję, że nie będę.

      Nie napiszę nic o jego winie, czy też jej braku. Publika już wylała z siebie potok oskarżeń wobec ojca, na równi stawiając zrozumienie z akceptacją. Ta sama publika która dumna jest z siebie, że przekazuje komunikat dziecku "rozumiem, że możesz być zły ale bicie to nie jest dobry sposób radzenia sobie ze złością", ta sama publika uważa, że zrozumienie dla ojca równe jest akceptacji tego, co zrobił.

       

      A ów ojciec ma pewnie gdzieś, czy akceptujecie, czy rozumiecie, czy oskarżacie, czy bronicie. Nie wiadomo, czy kiedyś dojdzie do siebie. Nie można powiedzieć, że dla niego najgorszą traumą jest publika, wypowiadająca swoje sądy między artykułem na pudelek.pl a najnowszym filmikiem na YouTube.

      Ale ma on rodzinę, jeszcze jedno dziecko. O ich tragedii nikt nie pamięta.

       

      Stanisław Lem powiedział: "Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem że na świecie jest tylu idiotów."

      Ja sparafrazuję: Dopóki nie było Internetu, nie było widać ilu ludzi jest tak bezmyślnie okrutnych.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wyrok”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 czerwca 2014 11:45
  • piątek, 20 czerwca 2014
    • Siłaczki

      Siłaczka pierwsza szła przez skrzyżowanie. Razem z nią szła jej matka lub teściowa i dwoje dzieci. Normalny, typowy obrazek - rodzina idzie coś załatwić, coś kupić, może na zwykły spacer. Miała niebieską chustkę na głowie i różowy plecak, pewnie należący do któregoś z dzieci.

      Dzieci i dorośli byli raczej weseli, tą swobodną, niewymuszoną wesołością która towarzyszy wspólnym wyprawom.

       

      Nic by w tym nie było nadzwyczajnego, gdyby za skrzyżowaniem nie stał posępny budynek ursynowskiego Centrum Onkologii, który przygnębia już samym swoim widokiem. A ona miała chustkę na głowie...

      Miała pełne prawo powiedzieć, że ona wysiada z tego pociągu. Że nie daje rady, musi się sobą zająć. A jednak szła. I wszyscy wyglądali jakby szli na lody, a nie po wyrok (bo każda onkologiczna wizyta u lekarza może stać się wyrokiem). Szła lekko, za nią dreptały dzieci. I niosła ten plecak różowy. I tę chustkę na głowie tak, jakby to była zwykła rzecz, którą zakłada się na siebie - jak plecak gdy idziesz gdzieś z dziećmi.

       

      Siłaczka druga ma troje dzieci, a jej partner pracuje kilkaset kilometrów od domu. Dojeżdża komunikacją miejską, bo tak pewnie taniej i wygodniej, co powoduje czasami że zamiast na 9 jest w pracy na 11. I trzeba odrobić.

      I jeszcze na wywiadówkę pójść ze starszym, albo gdzieś upchać wizytę młodszego u lekarza. Czasami mruga intensywnie w taki sposób, w jaki mrugają tylko osoby tak zmęczone, że z niewyspania bolą ich oczy.

       

      Nie wiem kiedy ostatnio miała czas dla siebie. Nie wiem co musi wytrzymywać, gdzie są granice jej cierpliwości. A potem znowu słyszę jak przez telefon po raz kolejny, spokojnie wyjaśnia coś któremuś dziecku.

       

      Spotykam czasami takie kobiety i aż wstydzę się wtedy powiedzieć, że mam jakiś problem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Siłaczki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 20 czerwca 2014 17:36
  • poniedziałek, 16 czerwca 2014

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny