Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • piątek, 15 sierpnia 2014
    • Depresja

      Był bardzo inteligentnym mężczyzną. Miał kwalifikacje, potwierdzone ciężkim egzaminem, które wtedy w Polsce miało chyba tylko kilkaset osób. Nie istniał dla niego problem matematyczny, który by go przerósł.

      Chociaż właściwie powinnam pewnie powiedzieć "chłopcem", bo my wtedy dopiero uczyliśmy się, jak być dorosłymi. Trzymał się w paczce z kilkoma innymi chłopcami, co na naszej uczelni, gdzie nie było stałych grup i gdzie wiele osób uważało, że nie przyszło tu zdobywać przyjaźnie tylko wygrać wyścig szczurów, było ewenementem.

           

      Oprócz wysokiej inteligencji miał całkiem niezły wygląd. Smukły, ale nie chudy, brunet, regularne rysy twarzy. Był spokojny, ale dobrze odnajdywał się w towarzystwie.

       

      Nie był moim bliskim znajomym. Gdy usiłuję teraz umiejscowić wszystko na osi czasu, wydaje mi się, że wtedy byliśmy już po studiach. Może więc chłopcy nie mieszkali razem? Może dlatego nikt nic nie zauważył?

      Napisał mi raz w mailu, że lubi "pożyczać" od innych śmiechy: "hihi", "hehe". Wydało mi się to melancholijne, ale nie zastanawiałam się nad tym zbytnio.

       

      Gdy nasz wspólny znajomy, jeden z "paczki", przysłał mi wiadomość o jego śmierci, napisał, że wierzy, że to był wypadek.

      Czy dlatego, że część chłopców z paczki była głęboko wierząca tak bardzo chcieli wierzyć w to, że to był wypadek? Czy chcieli w ten sposób zagłuszyć wyrzuty sumienia, które zawsze pojawiają się w takiej sytuacji, nawet jak nie można było nic zrobić? A może to naprawdę był wypadek?

      Nie wiem.

       

      Ale wiem, że to nie pierwszy i nie ostatni raz. Czy to osoba tak mocno się kryje? Czy to my jesteśmy tak ślepi?

      O tym, że znajoma ma doła dowiedziałam się po kilku latach znajomości. Dotychczas zazdrościłam jej wiecznego optymizmu i umiejętności swobodnej rozmowy zawsze, wszędzie i z każdym. Ale trzeba było, by wprost mi powiedziała, co czuje, by przyznała się do terapii. Teraz już wiem i widzę, kiedy za swobodną rozmową kryje się smutek.

      Ale czy byłabym tak samo spostrzegawcza, gdyby nic mi nie powiedziała?

       

      Czy znamy innych tak dobrze, by wyczuć, gdy coś się dzieje? A może jesteśmy zbyt zaślepieni sobą, własnymi problemami?

      I czy jesteśmy w stanie pochylić się nad kimś, kto potrzebuje pomocy i nie bagatelizować jego choroby?

      Ile razy osoba z depresją słyszy "weź się w garść"? Ile razy słyszy, że jest zdrowy/a, ma pracę, przyjaciół, więc czego więcej trzeba?

      I ile razy słyszymy, że "nic nie było widać"?

       

      Czasami pewnie widać. Tylko trzeba się przyjrzeć dokładnie.

       

      A., mam nadzieję że tam, gdzie teraz jesteś, nie musisz pożyczać niczyich śmiechów. Że wreszcie możesz mieć swój własny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Depresja”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 15 sierpnia 2014 16:31
  • środa, 13 sierpnia 2014
    • Bądź tu mądry

      "Mam dobre doświadczenia z dzieciństwa ze spadającymi gwiazdami" - powiedziała koleżanka z pracy, gdy przyszła wczoraj do pokoju z wiadomością, że w nocy będzie widać meteory na niebie.

       

      Stałam, zmarzłam, szyja bolała od odginania głowy do tyłu. Widziałam. Pomyślałam życzenia. Nie wyspałam się przez to (i przez chorą, marudną, budzącą się co chwilę Płaczolinę).

       

      I co? I Płaczolina dziś jakby lepiej, i może operacji nie będzie... A może ja sama się oszukuję i zaklinam rzeczywistość?

       

      I bądź tu mądry, jak jedni chcą cię kroić, inni nie. Jedni każą ćwiczyć, inni mówią, że wystarczy normalna aktywność sportowa, nie trzeba rehabilitacji. Każą brać lekarstwa albo nie. Robić zastrzyki ze sterydów albo nie.

      Co lekarz to opinia. Dobrze, że nikt mi nogi nie chce uciąć :-P chociaż jakbym odpowiednio długo poszukała wśród lekarzy...

       

      Ja rozumiem, że medycyna to nie matematyka. Co na jednego pacjenta podziała, na innego nie. Lekarze mają rozbieżne opinie, w zależności od swojej wiedzy i doświadczenia.

      Ale żeby aż tak?

       

      I co mam teraz monetą rzucić? :-D

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Bądź tu mądry”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 13 sierpnia 2014 17:24
  • czwartek, 07 sierpnia 2014
  • środa, 06 sierpnia 2014
    • Myśl samodzielnie, czyli o "Sztuce kochania"

      Czytaliście "Pana Tadeusza"? I zauważyliście, że Tadeusz uprawiał seks z Telimeną i tak naprawdę w utworze nie ma przepisu na bigos? Dobrze, możemy lecieć dalej.

      Słuchaliście "I will be watching you" Stinga i wiecie, o czym jest ta piosenka? Nie, nie o wielkiej miłości, tylko o stalkerze prześladującym ofiarę. To idziemy dalej.

      Wiecie o czym jest piosenka "Windą do nieba" tak chętnie grana na polskich weselach? O kobiecie zakochanej w - dziś powiedzielibyśmy - celebrycie, która wie, że to tylko marzenia i wychodzi z mąż za kogoś, kogo nie kocha.

       

      Jeżeli zdaliście powyższe trzy egzaminy, możecie zacząć czytać "Sztukę kochania" Wisłockiej.

       

      To zaczyna się już w podstawówce. Dzieci uczone są "jedynie słusznych" interpretacji dzieł literackich. Opinię na temat wydarzeń historycznych, na przykład powstań polskich, można mieć tylko taką jak nauczyciel. W gimnazjum i liceum jest tak samo.

      Na studiach nie rozwiązuje się "case'ów" (po polsku "studium przypadku"), nie wymyśla rozwiązań.

      Po szkole, po studiach, bardzo dużo ludzi przestaje czytać. I nie tylko zatraca (albo właściwie nigdy się nie uczy) czytać ze zrozumieniem, ale przestaje myśleć samodzielnie, chłonąc medialną papkę z gotowymi tłumaczeniami.

       

      I dlatego pewnie "Sztuka kochania" Wisłockiej jest tak hołubiona.

      Rozumiem, że w siermiężnym socjaliźmie była objawieniem. Wreszcie ktoś otwarcie napisał o "tych sprawach" i w dodatku nazwał je seksem, nie używając zaowalowanych lub wulgarnych określeń. W czasach, gdy aborcja była na życzenie, seks którego ciąża była wynikiem był w podziemiach. Kobiety miały się emancypować, jeździć traktorami, chodzić do pracy, ale nie daj Boże uprawiać seks przedmałżeński!

      I ta opinia o cudzie, o wspaniałej książce wprowadzającej do seksu przetrwała. I albo nikt jej nie czytał, albo nikt nie uważał, co czytał.

       

      Oto kilka "kwiatków":

      - Jeżeli jesteś szatynką lub brunetką nie płacz przy mężczyźnie, Płakać mogą tylko blondynki, bo one wyglądają wtedy słodko i ładnie. Brunetki wyglądać będą brzydko, a przecież nie ważne że płaczesz, bo coś się stało złego, masz piękną być i koniec!

      - Pozycje seksualną w której kobieta jest na górze można wybierać tylko wtedy, gdy pani jest szczupła i zgrabna.

      - Udane małżeństwo to takie w którym kobieta usługuje mężczyźnie i rozpoznaje jego zachcianki po pomrukach (opowieść przytoczona gdzieś na końcu książki, w której to mąż pomrukuje a żona już wie, czego on chce i leci to spełniać).

      - Przed pierwszym razem nie należy kobiety za bardzo pieścić, bo będzie bardziej krwawiła. Autorka najwidoczniej olała psychiczny aspekt rozpoczęcia współżycia.

      - Kobieta ma się "dobrze prowadzić". Musi brać pod uwagę, że mężczyzna zawsze będzie chciał tylko zaciągnąć ją do łóżka, a ona ma się przed tym bronić.

      - Kobieta musi uważać, żeby swoim strojem czy zachowaniem nie prowokować do gwałtu! Autorka jest w grupie tych, którzy chętnie zdjęli by część winy z gwałciciela, na zasadzie okoliczności łagodzących.

       

      No i tak, "ktoś, gdzieś, kiedyś" napisał, że to wspaniała książka, a potem było już z górki.

      Trudno się dziwić, że takie a nie inne opinie prezentowane są w tej książce, w końcu żyjemy w społeczeństwie które uważa, że "jak suka nie da to pies nie weźmie" i napiętnuje ofiary gwałtu, bo spódniczka za krótka, bo obcas za duży (pisałam już o tym tutaj). Ba! Żyjemy w społeczeństwie, gdzie najbardziej znanym seksuologiem jest Zbigniew Lew - Starowicz, który jest bardzo profesjonalny i stara się ukryć swe jednak nieco szowinistyczne poglądy, ale nie zawsze mu wychodzi. A jak mu nie wyjdzie to nikomu nie przeszkadza. A o bardzo profesjonalnym Andrzeju Depko, który już nie ma takich uprzedzeń, mało kto słyszał.

       

      No więc książka, jak książka, tylko dlaczego nikt do tej pory nie napisał, jakie "kwiatki" są tam umieszczone? Dlaczego nikt niego nie przeczytał ze zrozumieniem?

      A może dziennikarze i recenzenci też nie potrafią samodzielnie myśleć? :-P

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Myśl samodzielnie, czyli o "Sztuce kochania"”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 06 sierpnia 2014 09:41

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny