Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • poniedziałek, 17 sierpnia 2015
    • Kultura znowu dla bogatych

      Jakieś dwa miesiące temu postanowiliśmy wziąć naszą dwulatkę na pierwszy spektakl teatralny.

      Spektakl wzbudził ogromne zainteresowanie Płaczoliny, że aż przejęta do końca nie wypuściła biletu z zaciśniętej piąstki.

      Natomiast nas - dorosłych - zainteresowało bardziej to, co się ze spektaklem wiązało, a mianowicie cena biletów.

       

      Pierwsza cena, jaką usłyszeliśmy - 45 zł, jeszcze jakoś dała się przeżyć (dopóki nie weszłam na salę i nie zobaczyłam, że maluchy siedzą w duchocie, w jakiej trudno było wytrzymać nawet nam, dorosłym). Ale następnie okazało się, że taka sama stawka obowiązuje też dla opiekuna. Nieważne, że nikt z dorosłych nie wybrałby się na to sam, nawet pomimo starań aktorów by czasami "puścić oko" do dorosłej publiczności (i np. robić sobie selfie rzodkiewką).

      Biorąc pod uwagę, że dzieciaków w wieku 1-5 lat nikt samych nie puści, cena biletu rośnie nam de facto nawet do 90 zł, jeżeli przyjdziemy z jednym dzieckiem.

       

      Drugie nasze zdziwienie - każdemu opiekunowi dziecka trzeba wykupić bilet. Tak więc jeżeli obydwoje rodzice chcą zobaczyć, jak ich dziecko przeżywa pierwsze spotkanie z teatrem, taka przyjemność będzie ich kosztowała 135 zł.

       

      Niedawno wzięliśmy małą na pierwszy seans kinowy. W multipleksie też trzeba było zapłacić za każdą osobę, ale za naszą trójkę zapłaciliśmy łącznie 36 zł. Różnica jest znacząca.

       

      Znowu wyższa kultura jest tylko dla tych, których stać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Kultura znowu dla bogatych”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 17 sierpnia 2015 17:15
  • niedziela, 16 sierpnia 2015
    • Masaż

      Ponieważ różne moje życiowe perypetie wzniosły poziom mojego stresu na wyżyny, postanowiłam odstresować się masażem.

      Znalazłam gabinet o cenach - jak na Warszawę - nawet przystępnych, wybrałam sobie rodzaj masażu i zapisałam się na konkretną godzinę. Wybrałam "lomi - lomi" co dla mnie było na tyle egzotyczne, że kojarzyło mi się z wonnymi olejkami i delikatnym "mizianiem". W sam raz na relaks.

      W gabinecie wybrałam poziom siły "średni", zastanawiając się, czy wtedy owe "mizianie" nie będzie zbyt delikatne, ale zawsze można poprosić o mocniej, prawda? Niska, drobniutka Tajka miała być moją masażystką, co tylko upewniło mnie w mojej wizji "miziu - miziu".

       

      No więc... nie chciałabym się siłować na ręce z tą panią. Chuck Noris gdy ją widzi, przechodzi na drugą stronę ulicy (na wszelki wypadek) a ciasto drożdżowe samo się wyrabia, ze strachu że pani zacznie wyrabiać je ręcznie. Więcej nie napiszę, bo jeszcze chciałabym tam wrócić (taka ze mnie masochistka :-).

       

      Tak więc moi drodzy, strzeżcie się masażystek!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Masaż”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 sierpnia 2015 19:07

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny