Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • niedziela, 16 sierpnia 2015
    • Masaż

      Ponieważ różne moje życiowe perypetie wzniosły poziom mojego stresu na wyżyny, postanowiłam odstresować się masażem.

      Znalazłam gabinet o cenach - jak na Warszawę - nawet przystępnych, wybrałam sobie rodzaj masażu i zapisałam się na konkretną godzinę. Wybrałam "lomi - lomi" co dla mnie było na tyle egzotyczne, że kojarzyło mi się z wonnymi olejkami i delikatnym "mizianiem". W sam raz na relaks.

      W gabinecie wybrałam poziom siły "średni", zastanawiając się, czy wtedy owe "mizianie" nie będzie zbyt delikatne, ale zawsze można poprosić o mocniej, prawda? Niska, drobniutka Tajka miała być moją masażystką, co tylko upewniło mnie w mojej wizji "miziu - miziu".

       

      No więc... nie chciałabym się siłować na ręce z tą panią. Chuck Noris gdy ją widzi, przechodzi na drugą stronę ulicy (na wszelki wypadek) a ciasto drożdżowe samo się wyrabia, ze strachu że pani zacznie wyrabiać je ręcznie. Więcej nie napiszę, bo jeszcze chciałabym tam wrócić (taka ze mnie masochistka :-).

       

      Tak więc moi drodzy, strzeżcie się masażystek!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Masaż”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 sierpnia 2015 19:07
  • poniedziałek, 06 lipca 2015
  • niedziela, 19 kwietnia 2015
    • Kup sobie szczęście na wiosnę

      "Pokochaj siebie na wiosnę" - krzyczy reklama na siłowni.

      Już za 190 zł nauczą cię, że nie musisz być idealną, nie musisz mieć wysokiej pozycji w pracy przed trzydziestką, wiedzieć, dlaczego jarmuż jest zdrowy, dobierać zawsze ubrań do sylwetki a makijażu do urody, fryzury i butów. Nie musisz mieć czysto codziennie, płaskiego brzucha i cycków aż pod brodę.

      Już za 190 zł pokażą ci, że możesz mieć plany i nadzieje.

      Niecałe 200 stówy nauczą cię szacunku do samej siebie.

       

      Tylko czy nie można się tego nauczyć za darmo?

       

       

      Żyjemy w czasach poradników, warsztatów i coachów. Jak nie wiesz, jak być szczęśliwym w związku, jak wykorzystać swoją inteligencję emocjonalną, jak być asertywnym, jak piąć się po szczeblach kariery, jak rzucić karierę i wyjechać w Bieszczady, nie przejmuj się. Pójdź na warsztat albo kup książkę.

      Jak jesteś bogatszy, zatrudnij sobie coacha. Powie ci, co sam już wiesz, tylko zgarnie za to kasę. Niemałą. Może wtedy uwierzysz w to, co już wiesz. Bo skoro drogie, to musi być dobre, 

       

      A swoje przekonania i wiedza, to jakieś nie takie. Bo nie poparte certyfikatem trenera osobistego, instruktora kariery czy mówcy motywacyjnego. I za darmo. Tanie znaczy. A co tanie to takie jakieś niefajne.

       


      Z drugiej jednak strony my kobiety bardzo dobrze wiemy, jak siebie niekochać. Mamy lata doświadczenia w staraniu się być boginiami w domu, pracy, łóżku. Codziennie certyfikujemy się w wyrzutach sumienia, że nie jesteśmy wystarczająco dobrymi matkami, żonami, kochankami, pracownicami, kucharkami, czytelniczkami, kierowcami, sprzątaczkami, opiekunkami, siostrami, córkami, ciotkami. Wyrzucamy sobie te dwie minuty na kawie i nowy lakier do paznokci. Zawsze co swoje, odkładamy na potem. Bo dzieci, rodzina, praca. Bo to takie głupie marzenie tylko, bo w tym wieku to przecież, bo matce nie wypada, bo mąż ciężko pracuje, bo ktoś musi, a kto, jak nie ja?

       

      Może jednak ten coach to nie taki głupi pomysł. Tylko tym coachem, babo, powinnaś być ty sama!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Kup sobie szczęście na wiosnę”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 kwietnia 2015 22:56
  • czwartek, 26 marca 2015
    • Logika dwulatka

      1. Jeżeli czegoś "nie wolno" (brać/robić) to oznacza, że trzeba bardzo szybko uciekać po tym, gdy się to zabrało/zrobiło.

      2. Jeżeli przelatujący nad głową samolot jest bardzo głośny, trzeba na niego krzyczeć "Łobuzie!". Jeżeli to nie pomaga, trzeba krzyczeć głośniej.

      3. W restauracji trzeba wszystkim zastanym, a potem nowo przybyłym, gościom oznajmiać, że: "[imię] je!" Inaczej istnieje ryzyko, że przegapią to wydarzenie.

      4. Ślub będzie się brało po to, żeby dostać taką obrączkę, jaką nosi mama. Inne powody są nieistotne.

      5. Wśród kandydatów na współmałżonka można rozważać samego siebie, lub swój smoczek.

      6. Ubranka i zabawki rozrzuca mama, albo postać z bajki.

      7. Język polski jest bardzo giętki. Np. liczba mnoga od "samolot" to "samole".

      8. Jeżeli ty to jesz, to oznacza automatycznie, że ja też mam to dostać do jedzenia. W drugą stronę nie działa.

      9. Wszelkie rzeczy związane z jedzeniem należy traktować ze szczególną estymą. Np. maszynie do pieczenia chleba daje się buziaki podczas wyrabiania ciasta, w celu zwiększenia jej motywacji.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Logika dwulatka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 26 marca 2015 22:05
  • czwartek, 12 marca 2015
    • Tatry zimą

      Idę, włóczę się noga za nogą. Nie mam już energii, choć dopiero zaczęliśmy. Po kilku godzinach będę szła siłą ambicji, bo innej siły już nie będzie...

      Zapadam się czasami w śniegu po pachwiny. Czasami łydki bolą mnie jak cięte nożem, gdy po bardziej stromym kawałku, wyślizganym dodatkowo przez kogoś, kto nie dał rady zejść (więc zjechał na tyłku :-) muszę się wspiąć używając raków.

       

      Patrzę się pod nogi, nie mam siły podziwiać widoków. Gdy mija nas grupka narciarzy biegowych, którzy poruszają się dużo szybciej niż ja, Seru usiłuje mnie pocieszyć:

      - Idą szybko i nie podziwiają widoków, tak jak ty.

      - Ja się patrzę pod nogi... - wysapuję.

       

      Pierwszego dnia na szczyt wdrapywaliśmy się po zmroku, przy blasku księżyca. Wiatr wiał śniegiem w twarz.

      Drugiego dnia dziewięcioosobowa grupa przed nami zrezygnowała z wchodzenia, bo szlak był nieprzetarty, masy śniegu i kosodrzewina powodowały, że 10 metrów czasami pokonywało się w 30 minut. Przetarcie szlaku przypadło więc nam, a właściwie głównie Serowi. Następnego dnia nie mogłam zejść ze schodów bez bólu...

       

      Ale było warto. Satysfakcja z wejścia, nawet tak powolnego jak moje, ogromna. Widoki - cudowne (czasami jednak udało się rzucić okiem).

      Tatry w styczniu, bo o nich jest ten wpis, są piękne. Dużo mniej ludzi, mniej komercji, przyroda. Wysiłek przesuwający granice wytrzymałości, kotlet i grzane wino w schronisku... dlatego teraz czekają na mnie Tatry marcowe. Czy będą tak samo urokliwe? Zobaczymy.

       

      tatry

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Tatry zimą”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 marca 2015 16:01

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny