Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • piątek, 16 stycznia 2015
    • Nieekonomiczne chodzenie po lodzie

      Postarzałam się ostatnio o kolejny rok.

      Minął rok, a ja nadal nie jestem piękna, sławna i bogata.

      Siedziałam w domu smutna, zmęczona...

       historia

       

      No więc siedziałam w domu smutna, zmęczona, otworzyłam butelkę wina i paczkę pistacji... nie, nie widziano mnie wtedy w klubach nocnych - za daleko, pistacji by nie starczyło. Ale napisałam do moich koleżanek, że ileż mogę czekać na to, kiedy obudzę się piękniejsza i sławniejsza niż Angelina Jolie, że ja protestuję, tak być nie może, a poza tym Płaczolina jest u dziadków.

       

      Na efekt mojej pisaniny nie trzeba było długo czekać (nie jak tej pisaniny na blogu - piszę i piszę i nadal nie jetem sławna :-P) i już za dni parę wybrałyśmy się urż... spędzić czas z napojami wyskoprocentowymi. Akurat tego dnia pogoda była zdradliwa. Wsiadałam do samochodu mając przed sobą suchą i czystą jezdnię, a zanim dojechałam na miejsce padał grad a ulice zmieniły się w lodowiska. Chodniki niestety też. A ponieważ w planie miałyśmy sprawdzenie różnorodnej oferty klubów nocnych stolicy, które "miały być nawet blisko siebie", odczułam to mocno.

       

      I muszę powiedzieć, że chodzenie po lodzie w dziesięciocentymetrowych obcasach jest bardzo, ale to bardzo nieekonomiczne. Nie ma znaczenia, ile się w siebie wlało wcześniej alkoholu. Trzeźwiejesz od razu przy pierwszym poślizgu. Jedyny plus tego, że kac nawet jakby mniejszy jest nazajutrz. Niestety portfel też, bo w kolejnym klubie trzeba było nadrobić braki.

       

      Portfel opustoszały, perspektywy na kolejny rok nieciekawe, a ja nadal ani piękna, ani sławna, ani bogata. Muszę zobaczyć, czy mam jeszcze pistacje...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nieekonomiczne chodzenie po lodzie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 16 stycznia 2015 12:41
  • piątek, 02 stycznia 2015
    • Postanowienia noworoczne. I życzenia

      Nie robię postanowień noworocznych.

      Nie wierzę, że zmienię coś istotnego w swoim życiu tylko i wyłącznie z powodu daty.

       

      Jeżeli zmienię, to tylko dlatego, że będę chciała zrobić coś dla siebie. To "miłość własna" powinna być motorem napędowym zmian. Niesie ona ze sobą większa gwarancję utrzymania dyscypliny, wytrwania w postanowieniu.

      Jeżeli uświadomisz sobie, że chcesz ćwiczyć dla siebie, własnego zdrowia i samopoczucia, to wierz mi, łatwiej ci będzie ruszyć tłustą dupę na siłownię, niż wtedy, gdy będziesz myśleć "muszę schudnąć". Wiem, bo wypróbowałam na sobie.

       

      To "miłość własna", szacunek do siebie, dbanie o siebie powodują, że łatwiej znosimy reżim, który narzuciliśmy sobie, żeby coś osiągnąć. Bo robisz to dla siebie. A skoro robisz to dla siebie, bardzo szybko staje się to zwyczajnie miłe. Albo przynajmniej mniej dokuczliwe.

       

       

      Dlatego w Nowym Roku życzę Wam przede wszystkim: kochajcie siebie.


       

      Kochając siebie nie zapominajcie też o tych, którzy są z Wami związani - dzieciach, partnerach, rodzinie, przyjaciołach. Co wart byłby świat, gdybyśmy byli na nim sami? Nie ma kogo przytulić, komu opowiedzieć swojego dnia, z kim dzielić przeżycia z wycieczki czy filmu.

      Nikogo nie obchodzi czy masz katar, nikt ci nie marudzi o wkładaniu ciepłej czapki i ty nie masz komu marudzić, żeby lepiej zawiązał szalik.

      Czy wtedy cokolwiek miałoby sens?

       

       

      Dlatego życzę Wam też: kochajcie innych.


       

      Trzecie moje życzenie jest trochę przewrotne. Ten sam dzień, w którym wydarzyły się te same rzeczy, może być różnie postrzegany, zależnie na co zwrócisz uwagę. Jeżeli będziesz myśleć tylko o tym mandacie za złe parkowanie, zapomnisz o dobrym cieście od sąsiadki do porannej herbaty, zapachu kawy, tym, że ktoś ustąpił ci miejsca w kolejce, że wpuszczono cię na inny pas w korku, że smakował ci obiad, że pomimo napiętych terminów dało się wygospodarować kilka chwil na tarzanie z dzieckiem po podłodze, że masz fajny serial do zobaczenia wieczorem.

      Poza skrajnymi przypadkami od Was zależy, czy uznacie swój dzień za dobry, czy nie.

       

       

      Dlatego życzę Wam też: patrzcie wybiórczo.

       

       

       

      Kochajcie siebie.

      Kochajcie innych.

      Patrzcie wybiórczo.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Postanowienia noworoczne. I życzenia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 02 stycznia 2015 19:12
  • poniedziałek, 29 grudnia 2014
  • wtorek, 23 grudnia 2014
    • Taki mały wpis o dużych prezentach

      Płaczolina dostała dziś drugi z serii Gwiazdkowych prezentów.  Wczoraj pierwszy. Jako jedyne dziecko zarówno w mojej, jak i w męża rodzinie, jest rozpieszczana do granic możliwości, a nam brakuje mebli, gdzie możemy wszystko upychać.


      Nie mam wpływu na to, co i ile dostanie Płaczolina. Ja sama kupiłam jej książeczki i ręcznie robioną czekoladę, ale dziadkowie, ciotki i wujkowie już od kilkunastu tygodni obmyślają, oglądają, omawiają i kupują jej prezenty.
      Prośby o umiar nie skutkują, a zabronić obdarowywania nie możemy, zwłaszcza, ze przynosi radość obydwu stronom.


      I jak w tym wszystkim przekazać dziecku, że nie rzeczy są najważniejsze? Jak nie wychować go na kolejnego konsumenta, żyjącego od wyprzedaży do przeceny? Jak pokazać, że radość z dawania i brania nie zależy od wartości i wielkości prezentu?

      Nie da się nie być konsumentem (skrajne przypadki np. pustelników pomijamy - mówimy to o zwykłym Kowalskim). Nie da się zwłaszcza, gdy do życia podchodzimy rozsądnie i wiemy, że pewne kompromisy są nieuniknione.
      Odpowiedniej jakości ubrania i dodatki są drogie i niekoniecznie potrzebne. Kupowanie ich może być próżne, ale ludzie którzy nas będą oceniali, i którzy będą decydowali o naszym zatrudnieniu, awansie czy podwyżce, też są próżni. Jazda samochodem jest droższa niż komunikacją miejską, ale niejednokrotnie pozwala zaoszczędzić dużo czasu, co okazuje się czasami ważniejsze niż pieniądze.
      Gdzie leży granica? Kiedy wydatek to budowanie wizerunku, oszczędzanie czasu, zdrowie (lepszej jakości jedzenie) a kiedy zbędna rozrzutność? Do ilu złotych torebka to "własna marka" a od ilu snobizm?

      Jak w tym wszystkim się odnaleźć? Jak przekazać dziecku, że rzeczy nie są najważniejsze? Sama pamiętam, jak jako dziecko z niecierpliwością czekałam na prezenty. I nadal lubię je dostawać. Czy więc odbierać tę radość dzieciom? Ale jak nauczyć, że fajnie gdy się dostanie zarówno pierniczki, jak i wypasiony zestaw lego?

      Nie ma jasnej odpowiedzi. Wychowanie dzieci to nie matematyka. Nikt nie powie, że można dać trzy zestawy lego, bo od czwartego to zbędne rozpuszczanie. Że można dać smartfon od lat 8 a tablet od lat 10. Trzeba polegać na własnym wyczuciu i rozeznaniu. Trzeba zachować umiar i znaleźć złoty środek. Czyli jak zawsze - my rodzice - balansujemy na cienkiej linii. Oby się nie zerwała pod naporem prezentów :-P

      Życzę Wam na Święta jako prezent przede wszystkim fajnie spędzonego czasu. Reszta to taki miły dodatek.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Taki mały wpis o dużych prezentach”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 grudnia 2014 22:42
  • piątek, 19 grudnia 2014
    • Jak przetrwać Święta

      Święta, czas radości, prezentów, suto zastawionego stołu, dawno nie widzianych osób z którymi nie ma o czym rozmawiać, wrednych ciotek rzucających niby niechcący złośliwe uwagi, kuzynów przechwalających się stanem posiadania i pytających, kiedy zmienisz samochód, urobieniem się po łokcie tylko po to, żeby ktoś skrytykował twój barszcz a ktoś inny odmówił jedzenia makowca, bo "ciotka Kryśka jednak robi lepszy".
      Czas napięcia, stresu, nieprzespanych nocy nad ciastem i zniszczonych rąk od sprzątania. Czas nadmiernego wydawania, bo "co sobie Zenek pomyśli jak mu tańszy prezent kupię".
      Czas zmarnowany tylko po to, żeby gonić ułudę przedstawianą w mediach. By gonić ten obrazek szczęśliwej, pełnej, licznej rodziny cieszącej się z czasu spędzonego przy stole razem z bliskimi, obdarowującej się prezentami z których każdy wywołuje salwy zachwyconych "och" i "ach".

      Stop.
      Jak będą wyglądały Twoje Święta zależy tylko i wyłącznie od ciebie.
      Na niektóre rzeczy nie masz wpływu. Nielubiana ciotka musi być, bo to rodzina, i nie wszyscy jej nie lubią. Kuzyn na pewno pochwali się samochodem, ale reszta zależy od ciebie.
      To ty decydujesz, czy będziesz przejmować się głupimi komentarzami. To ty decydujesz, czy dasz się wciągnąć w licytację, kto ma więcej. To od ciebie zależy, czy wydasz wszystkie pieniądze na prezenty i czy przejmiesz się tym, że ktoś kręci nosem, że dostał zbyt tanią czekoladę (a powszechnie wiadomo, że czekoladę uwielbia w każdej postaci).

      Możesz skupić się na tym, co najważniejsze - przebywaniu z tymi, których kochasz i lubisz, obserwowaniu, jak cieszą się z otrzymanych prezentów. Gotowaniu z dziećmi, robieniu pierników, ubieraniu choinki.
      Cała reszta, to tylko drobna niedogodność.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Jak przetrwać Święta”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 19 grudnia 2014 18:54

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny