Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • czwartek, 31 października 2013
    • Dzień jak co dzień

      Jak „typowa matka na hormonach” mam ochotę kupić Płaczolinie milion super_fajnych_niekoniecznie_potrzebnych rzeczy. Broniłam się dzielnie, bo prawie wszystkie ubranka dostałam, ale jako że mam silną wolę (robi ze mną co chce) to kupiłam Płaczolinie pięć czapek, bo przecież są takie słodkie!

       

      No ale nie o tym miał być wpis. I dlaczego ja zaczynam wpis od dygresji?

      Ponieważ Płaczolina ma już rzeczy aż nadto, nastał czas by kupić coś sobie. Mała ma pięć czapek na zimę, fajnie by mama miała chociaż jedną, że o swetrze nie wspomnę.

      Zapakowałam Placzolinę w wózek i wybrałyśmy się do świątyni konsumpcjonizmu. Wyprawy te przeważnie kończą się moim dołem pod tytułem „bosz_jaka_jestem_gruba” ale tym razem było inaczej, co nie znaczy że lepiej. Kilka godzin straconych na szukaniu czegoś sensownego można było przecież zmarnować w jakiś lepszy sposób. A tak wróciłam do domu wkurzona, zmęczona i głodna, bo małej wzięłam jedzenie, a ja przecież wytrzymam :-P

       

      W domu Płaczolina urządziła popis swoich możliwości spod znaku „nie” - kaszka nie, owoce nie, pić nie, bawić się nie, na ręce nie, na podłodze nie. Gdyby umiała mówić może wyartykułowała by swój Weltschmerz, a tak pozostało jej wycie (bo po ciężkim dniu jednostajnie wydawane dźwięki w denerwującym zakresie decybeli to wycie, niezależnie od tego, jak bardzo przypomina to płacz :-).

      Męża akurat nie było, więc zostało mi zmierzyć się z rzeczywistością w pojedynkę. Zresetowała ją kąpiel (całe szczęście że jeszcze coś działa!) a ja usiadłam i zaraz wstałam, bo okazało się jak co dzień, że dzień się przecież jeszcze nie skończył. Płaczolina ma na sobie ostatnie czyste ubranko, słodkich czapek nie można prać w pralce, a trzeba wyprać bo zimno się robi, a na stole leży przegląd naczyń z kilku dni.

       

      W rezultacie usiadłam przy komputerze, żeby mieć choć chwilę dla siebie o godzinie.. nie może lepiej nie patrzeć której. I długo nie posiedzę, bo Płaczolina wyznaje zasadę „jak dobrze wstać skoro świt i nie dać pospać innym” i jutro ją pewnie zastosuje.

       

      W chwilach takich jak ta zastanawiam się, jak to możliwe że ludzie mają więcej dzieci i nie wariują...

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień jak co dzień”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 31 października 2013 00:40
  • środa, 30 października 2013
    • Atak klonów

      Swego czasu Matka Nieidealna będąc na spacerze z Płaczoliną spotkała inne wózkowe, sztuk trzy.

      Traf chciał, że spotkane troje dzieci trzech wózkowych okazało się być trzema córkami. I wszystkie co do jednej wózkowej sztuki były ubrane w gustownym różowym kolorze.

       

      Płaczolina jak na córkę wyrodnej matki przystało ubrana była w to, co się najszybciej z szafy wyciągnęło i co akurat tego dnia było głównie niebieskie.

       

      I może i dobrze – dla wrażliwych oczu estety trzy różowe klony zostały kolorystycznie złamane przez niebieski wyjątek, co poprawiło zachwianą delikatną równowagę kolorystyczną otoczenia, zaatakowaną masowo i wyraziście.

       

      Ale jak tu się dziwić – pierwszym lepszym dziecięcym sklepie na dziale dziewczęcym można być wręcz oślepionym przez cukierkowy różowy, żarówiasty różowy, ciemny różowy, jasny różowy...

      Różowe są bodziaki, pajace, skarpetki, lalki, misie, kocyki, smoczki. Nawet sama Płaczolina się przed tym kolorem nie ustrzegła. Jeżeli rodzice dbają o jakość gatunkową i wygodę ubranek, a czas mają ograniczony, kolor będzie wtórny i niestety – w dużej części różowy.

       

      I gdzie tu jest przyczyna, a gdzie skutek?

      Czy dziewczynki są ubierane na różowo z powodu ograniczonego wyboru, czy wybór jest ograniczony, bo społeczeństwo wymaga słodkiego różu dla dziewczynek (Płaczolina kiedyś została nazwana chłopcem, bo: „myślałam że to chłopiec, tak na biało ubrane”)?

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 30 października 2013 10:50
    • Niania dla Płaczoliny

      Ponieważ jestem Matką Nieidealną, zamierzam wrócić do pracy, a Płaczolinę oddać pod opiekę obcej kobiety, jak na wyrodna matkę przystało.

       

      Szukam więc jakiś czas już niani. Przychodzą panie młodsze i starsze, z mniejszym i większym doświadczeniem. Żeby nie było tak idealne przychodzą panie:

      • których duże doświadczenie okazuje się być pilnowaniem brata/siostry/dziecka sąsiadów,

      • które przyznają się otwarcie, że nie mają doświadczenia, a potem żądają pensji dwa razy wyższej niż panie z doświadczeniem,

      • które są w tak zaawansowanym wieku, że mają problem z wejściem do mnie do domu (a na spacer z dzieckiem pewnie zamierzają chodzić do dużego pokoju...),

      • które usiłują „kupić mnie dzieckiem” i tak niby bardzo są zajęte zagadywaniem Płaczoliny, że zapominają odpowiadać na moje pytania.

       

      Ależ drodzy czytelnicy, to jeszcze nie koniec! Myślałby kto, że powyższe przykłady wyczerpują pulę kuriozalnych przypadków! Otóż w pamięci utkwiły mi następujące kandydatki:

      • pani która uważała, że godziny swojej pracy powinnam dostosować do tego, w jakich godzinach jej pasuje do mnie przyjechać,

      • pani która przyznała się, że poprzednie referencje sfałszowała, ale „teraz zapewnia, że już ma prawdziwe”,

      • pani, z którą już się właściwie umówiłam na spotkanie ale jak usłyszałam: „jestem zwariowaną dziewczyną” wycofałam się natychmiast podając jako powód młody wiek owej pani (co pewnie z byciem zwariowaną jest związane). Jak tylko pani usłyszała, że się nie spotkamy, odłożyła słuchawkę zanim zdążyłam powiedzieć, że życzę powodzenia i się pożegnać.

       

      Żeby nie było tragicznie i groteskowo – bardzo dużo pań z którymi się spotkałam to były profesjonalne nianie. Miały doświadczenia, referencje, potrafiły opowiadać o swojej poprzedniej pracy i swoich sposobach i metodach opieki nad dziećmi.

       

      I ciekawe jak 'zwariowana dziewczyna' wytłumaczy sobie, że ma problem ze znalezieniem pracy :-) Jest za bardzo zwariowana na poważny świat? A może inne nianie są za mało zwariowane? ;-)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Niania dla Płaczoliny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 30 października 2013 10:07
    • Początek

      Wszystko ma jakiś swój początek. Otóż Płaczolina początek miała całkiem przyjemny. Potem była ciąża, poród i Płaczolina pojawiła się w Wielkim Świecie. Wtedy zaczęła się jazda bez trzymanki...

       

      Mama, żeby nie zwariować w świecie przecierów, pieluch i książeczek z Panem Kłapem postanowiła, że czasami swoje frustracje na wirtualny papier przeleje.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 30 października 2013 09:31

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny