Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Wpisy

  • piątek, 14 listopada 2014
    • Bądź tu mądry i zagłosuj

      W niedzielę są wybory samorządowe. Ma to pewien minus - duże koszty, które będzie musiał ponieść nasz biedny kraj, i które niekoniecznie się zwrócą, bo nie jest zagwarantowane, że po wyborach lokalni politycy zaczną dotrzymywać swoich przedwyborczych obietnic. Ale ma to też pewien plus - wreszcie mogę poznać swoich lokalnych polityków!

      Co prawda poznaję ich tylko z ulotek, wciskających kity i kiełbasę wyborczą (co się eufemistycznie nazywa "program"), ale poznaję! Do tej pory nie miałam o nich zielonego pojęcia. Byli, pobierali pensję z publicznych pieniędzy, ale czy coś robili? Jak tak, to zachowywali się przy tym jak mysz pod miotłą, cichutko...
      Tuż przed wyborami nagle się uaktywnili, przy czym niekoniecznie było to pożądane... Na przykład w ramach "poprawy bezpieczeństwa na lokalnych drogach" zlecili budowę progów zwalniających. Sęk w tym, że zamontowano je tam, gdzie obok drogi jest puste pole... Zamontowano osiem, gdy wystarczyły by dwa. Pewnie dlatego nie starczyło już progów do zamontowania na drodze przed szkołą...  Patrząc na powyższe, niekoniecznie było wskazane, żeby wcześniej coś robili :-P

      Ale wróćmy do meritum. Jak wspomniałam, poznaję teraz lokalnych polityków. Moja skrzynka na listy puchnie od ulotek (jaka strata dla drzew!), które jak większość wyborców wyrzucam do kosza. Wyrzucam, bo nie wierzę w obietnice przedwyborcze. Uważam, że "po czynach ich poznacie". Tylko skąd mam wiedzieć, jakie to czyny? Że się ktoś, gdzieś podpisał pod jakąś uchwałą, naprawdę niekoniecznie coś znaczy.

      No więc zastosuję starą, polską zasadę "głosowania przeciw". Gdyby dokładnie przeanalizować motywację całkiem sporej części wyborców, nie głosowali oni na jakąś partię czy polityka, ponieważ wierzyli w jego uczciwość, rzetelność i program przedwyborczy. Głosowali, bo nie chcieli, żeby wygrała ta druga partia, wybierali po prostu mniejsze zło.
      Skoro i tak nic się nie poprawi, to może zagłosuję tak, żeby z tych ośmiu progów nie zrobiło się szesnaście...

      Bardzo źle to świadczy o naszej klasie politycznej. Oznacza to, że duża część społeczeństwa nie ma się z kim identyfikować, nie ma partii, której może zaufać.
      I bądź tu mądry i idź zagłosuj...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bądź tu mądry i zagłosuj”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 14 listopada 2014 18:43
  • wtorek, 11 listopada 2014
    • Przepisy leniwej gospodyni - dynia.

      W Święto Niepodległości siedzimy w domu. Święto to w Warszawie jest hucznie obchodzone, ale my nie chcemy spotkać Chłopców Miłujących Ojczyznę Płytami Chodnikowymi i wybieramy świętowanie ciche i skromne.

       

      A że już siedzimy w domu, to nawet taką leniwą, nienawidzącą gotować gospodynię kusi, żeby ugotować coś domowego. Zwłaszcza jak się ma dynię "od chłopa", dużo bardziej mięsistą, z ładniejszym kolorem i smaczniejszą niż "sklepowa".

       

      Oto przepis, jak za jednym zamachem ugotować zupę dyniową i placki dyniowe.

      Inspiracja na podstawie przepisów z bloga Kwestia Smaku (polecam, jest rewelacyjny!), ale przepisy zostały lekko zmodyfikowane. Pomimo że przepisy stamtąd były łatwe, pamiętajcie, że ja jestem leniwą gospodynią :-)

       

      Podstawa:

      1. Gotujemy miąższ dyni pokrojony w gruba kostkę.

      2. Robimy gęste ciasto na naleśniki.

       

      Zupa:

      Połowę ugotowanej dyni wrzucamy do blendera, dolewamy soku pomarańczowego i wrzucamy serek Philadelphia. Blendujemy. Zupa gotowa. Podając można dorzucić płatków migdałowych jako posypki.

       

      Placuszki:

      Drugą połowę ugotowanej dyni wrzucamy do ciasta na naleśniki. Dodajemy sera białego i miksujemy. Ciasto ma być tak gęste, że "łyżka stoi", więc w razie potrzeby dodajemy sera białego lub mąki. Wykładamy dużą łyżką na patelnię, smażymy z dwóch stron i gotowe.

       

      Smacznego :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Przepisy leniwej gospodyni - dynia.”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 listopada 2014 12:40
  • poniedziałek, 10 listopada 2014
    • Silly Sicily część 1

      Słonecznie, wesoło, gorąco (34 stopnie w drugiej połowie września) i gwarno. Znakomite jedzenie, równie dobre wino, mili ludzie i śliczne widoki - czy to miasteczek, czy to skalistego wybrzeża, czy innych krajobrazów.

      To krótki opis wspomnień, jakie pozostawia po sobie Sycylia.

       

      Wyspa pełna jest pięknych widoków. Małe miasteczka kuszą urokliwą zabudową, wąskimi uliczkami, zabytkami niekiedy sprzed kilkuset lat. Skaliste wybrzeża, z wodą rozbijającą się o głazy są jak wyjęte z romansu, choć dla wielbicieli plażowania pewnie stanowią utrapienie, bo czasami brakuje ładnych, piaszczystych plaż. Można spędzić całe wakacje po prostu chodząc i oglądając.

       

      Zresztą zobaczcie sami:

       Syc1

       syc2

       

      Zdjęcia kiepskiej jakości, z komórki, ale pomimo słabych parametrów technicznych zdjęcia widać urok wyspy.

       

      Napisałam, że można spędzić wakacje chodząc i oglądając, ale gdyby istotnie tak zrobić, można by stracić inną, równie interesującą atrakcję Sycylii - znakomitą kuchnię.

       

      JEDZENIE I WINO

       

      Na Sycylię można przyjechać tylko dla samego jedzenia. Nigdzie indziej we Włoszech - ani w Rzymie, ani w Mediolanie, ani w Wenecji, ani w Weronie nie znalazłam dobrej kuchni, chociaż w powszechnym mniemaniu Włochy powinny być jej pełne. Można powiedzieć, że to były przecież turystyczne lokalizacje, stąd kiepska kuchnia, ale turystyczna jest też Sycylia. Mimo to tylko raz trafiło nam się kiepskie jedzenie (pewnie dlatego, że polecone przez Belga :-). Oprócz tego jednego razu nie było ważne, czy wybieramy restaurację z polecenia właściciela wynajmowanej kwatery, z przewodnika czy w ciemno, czy wręcz idziemy na fast food "z ulicy". Wszystko było smaczne. Do tego wino... eh, to temat na osobną książkę :-)

       

      LUDZIE

       

      Ludzie bardzo mili, uczynni i bezproblemowi. Nie znają za bardzo angielskiego, co nie przeszkadza im się porozumiewać z turystami. Jeżeli język "wymachiwania rękami" nie da rady, polecą po ciotkę, która ma kuzynkę, której siostra mówi po angielsku i jakoś się dogadają :-)

       

      SYCYLIJKI

       

      Chyba najbardziej eleganckie kobiety, jakie spotkałam. Elegancją delikatną, kobiecą i nienachalną. Na ogromne upały Sycylijka wybierze sukienkę zwiewną i lekką, ale kobiecą i sandały, bardzo wygodne ale nie toporne sportowe. Nawet w lokalnych gazetach modelki są bardziej kobiece a ubrania bardziej eleganckie. Idziesz wypić kawę w kawiarni przed pójściem po ziemniaki? Nie uprawnia cię to do ubrania czegoś bezkształtnego:-)

      Fenomenem są ich włosy - mimo fatalnych warunków pogodowych (ostre słońce) są bardzo zadbane, nawet u starszych pań. I mało która ma ścięta na krótko, obojętnie czy ma lat 22 czy 82.

      Można by stwierdzić, że ciepło sprzyja byciu kobiecą i elegancką - wystarczy, że włożysz sukienkę i sandałki i po sprawie. Ale jestem pewna że nawet w zimnej Skandynawii, Sycylijki znalazłyby sposób, żeby ładnie wyglądać.

       

      DZIECIARNIA

       

      Dzieciarnia jest wszędzie. Uczestniczy w życiu dorosłych, odkąd po urodzeniu można ją wyprowadzać na spacer. Wózki w kawiarniach, na deptakach i w restauracjach nawet o północy lub grubo po niej nie są niczym nadzwyczajnym. Tak samo kilku- i kilkunastolatki. Dzięki temu dzieci wiedzą, że w restauracji można biegać, ale uważać, by nikogo nie potrącić, można się śmiać, ale nie drzeć. I nikomu nie przeszkadzają.

      Seniorzy rodu, nawet w bardzo zaawansowanym wieku, też wychodzą wieczorami do restauracji czy na spacer. Nie uważają się za na to zbyt starych.

       

      Bardzo mi się spodobało podejście Sycylijczyków i do dzieci i do seniorów. Ich dbałość o świeże, smaczne jedzenie (dużo restauracji wypieka nawet własny chleb (!) żeby był świeży), radość z życia i optymizm. Nic, tylko zaimportować do nas!

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Silly Sicily część 1”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 10 listopada 2014 11:13
  • środa, 05 listopada 2014
    • Jestem pralką

      Krążą opinie, że matka jest przyjaciółką, pocieszycielką, kucharką, dietetykiem, szoferem, osobistym trenerem, nianią, nauczycielką oraz stylistką.

      Zgadzam się, jak najbardziej się zgadzam.

      Każda matka do powyższej listy pewnie z chęcią by coś dorzuciła.

       

      To ja dorzucę swoje - jestem pralką.

      Jest nas troje. Teoretycznie prania nie powinno być tak wiele. Bielizna i koszule/koszulki z trzech osób (z czego jedna mała) nie powinny codziennie robić Himalajów, czekających aż poprzednia partia się wypierze. A jednak...

      Śmiem twierdzić, że to wszystko przez jedną małą osóbkę, która dziennie potrafi porządnie wybrudzić mały stosik. A właściwie to nie taki mały.

      Owa mała osóbka brudzi dwa razy tyle, niż jej mama i tata razem. Do tego dojdą jakieś szmatki, ręczniki... i tak zostaje się pralką.

       

      Chwile przed wyjściem do pracy, po przyjściu, przed snem latam między pomieszczeniami, pakując, wyjmując, rozwieszając, segregując...

      Jestem pralką, jak nic jestem pralką.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Jestem pralką”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 05 listopada 2014 22:16
  • poniedziałek, 03 listopada 2014
    • W poszukiwaniu utraconego czasu

      W poszukiwaniu utraconego czasu czeka się na weekend. Czeka jak na zbawienie, planując drobiazgowo każdą minutę, która ma być wykorzystana aż do bólu.
      Potem weekend przychodzi i odchodzi tak szybko, że nie masz czasu mu powiedzieć, że prosisz żeby jeszcze trochę został. Dzień, dwa, albo najlepiej od razu miesiąc, bo w takim horyzoncie czasowym zdążysz może ogarnąć to, co zostało zaplanowane, a może nawet odpocząć odrobinkę.

      Jeszcze bezdzietnymi będąc, rozpoczynaliśmy dni weekendowe o 12, a czasami nawet o 2 po południu. Teraz rozpoczynamy je o 7 rano. Teoretycznie jesteśmy co najmniej pięć godzin do przodu, w praktyce jesteśmy po prostu niewyspani.


      Nie wiem gdzie giną nam te godziny, jeżeli ktoś znajdzie, prosimy o zwrot. Uczciwego znalazcę czeka nagroda.


      Budzimy się (pardon - budzeni jesteśmy) o 7, potem śniadanie Płaczoliny, w międzyczasie nasze, drugie śniadanie Płaczoliny, spacerek, idę, może ogarnę ten bajzel z praniem... a  nie, teraz czas na obiad. Po obiedzie może choć 5 minut z gazetą... Nie kochanie, nie możesz tego dostać, to książeczka mamy... nie krzycz tak, to poczytamy książeczkę o Basi, dobrze? Masz makaron, zajmij się na 5 minut, a ja kawę sobie... nie! Co Ci przyszło do głowy żeby surowy makaron jeść? Wypluj! Weźmiesz ją na spacer? Dobrze, ja poprasuję. Już jesteście z powrotem? Ale moja góra prasowania nie zmalała nawet o 10%! Czas na kąpiel i do spania. Jaki błogi spokój! To może ja teraz skończę z tym prasowaniem... nie, nie dam rady, zaraz padnę. To chociaż książkę poczytam... albo i nie.

      Dzień powszedni też nie jest lepszy. Rano gonitwa z czasem, żeby zdążyć do pracy, wieczorem przepychanka ze zmęczeniem, żeby choć ubranko na jutro małej przygotować i nie tracić czasu rano.
      Nie ma czasu na nadrobienie zaległości, nie ma czasu na sen. A gdzie odpoczynek? Gdzie rozwój?

      Czekają grzecznie na kupce "do przeczytania" - "Upadek cesarstwa rzymskiego", "Anatomia buntu", "Makiaweliczna osobowość niepełnoletniego świadka" i inne perełki. Czekają i doczekać się nie mogą, bo moja przemęczona głowa pożąda czegoś lekkiego i przyjemnego.  Dobrze, że Szwedzi tyle kryminałów piszą, to przynajmniej jest co czytać.

      Powtarzam jeszcze raz: uczciwy znalazca mojego straconego czasu proszony jest o zwrot. Czeka nagroda! Wyśpię się i może wreszcie przestanę tak jęczeć na blogu :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „W poszukiwaniu utraconego czasu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 listopada 2014 22:11

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny