Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Matka

  • niedziela, 16 sierpnia 2015
    • Masaż

      Ponieważ różne moje życiowe perypetie wzniosły poziom mojego stresu na wyżyny, postanowiłam odstresować się masażem.

      Znalazłam gabinet o cenach - jak na Warszawę - nawet przystępnych, wybrałam sobie rodzaj masażu i zapisałam się na konkretną godzinę. Wybrałam "lomi - lomi" co dla mnie było na tyle egzotyczne, że kojarzyło mi się z wonnymi olejkami i delikatnym "mizianiem". W sam raz na relaks.

      W gabinecie wybrałam poziom siły "średni", zastanawiając się, czy wtedy owe "mizianie" nie będzie zbyt delikatne, ale zawsze można poprosić o mocniej, prawda? Niska, drobniutka Tajka miała być moją masażystką, co tylko upewniło mnie w mojej wizji "miziu - miziu".

       

      No więc... nie chciałabym się siłować na ręce z tą panią. Chuck Noris gdy ją widzi, przechodzi na drugą stronę ulicy (na wszelki wypadek) a ciasto drożdżowe samo się wyrabia, ze strachu że pani zacznie wyrabiać je ręcznie. Więcej nie napiszę, bo jeszcze chciałabym tam wrócić (taka ze mnie masochistka :-).

       

      Tak więc moi drodzy, strzeżcie się masażystek!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Masaż”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 sierpnia 2015 19:07
  • środa, 16 lipca 2014
    • Dieta matki

      Jak wiemy, matki jedzą. Czasami. Czasami maja nawet specjalne diety, układane według wieku dziecka.

      Temat diet jest zawsze na czasie więc przyjrzyjmy mu się trochę:

       

      1. Dieta Bułkowa

      Zwana też Dietą Jogurtu Pitnego. Zwykle stosowana po narodzinach dziecka, najczęściej pierwszego.

      Polega na tym że nowonarodzony tak absorbuje, że bułka lub jogurt pitny to jedyny posiłek w ciągu dnia.

      Bardzo odchudzająca.

       

      2. Dieta Matki Karmiącej

      Stosowana przeważnie przez matki, których dzieci mają kolki. Przemęczone matki dają się wkręcić w "nie jedz tego, tego, tego i tamtego, to nie będzie kolek". Przeważnie porady wykluczają się wzajemnie i dochodzimy do momentu, gdy jemy tylko bułkę, indyka i marchewkę. Potem się okazuje że po indyku jest wysypka, po marchewce dziecko płacze a po bułce zrobiło się niespokojne. Wtedy najwyższy czas zaostrzyć dietę i rozpocząć fotosyntezę.

      Jeszcze bardziej odchudzająca niż Dieta Bułkowa.

       

      3. Dieta Biegunowa

      Stosują ją zwykle matki kilkumiesięcznych dzieci. Polega to na tym, że jesz szybko albo bardzo gorące, albo bardzo zimne, zależy kiedy masz czas. Drugie znaczenie słowa "biegunowa" pochodzi od tego, że statystycznie częściej jesz zimne. A na biegunie zimno jest przecież.

      Niestety, nie jest odchudzająca.

       

      4 Dieta Chodzona

      Wybierana przez matki dzieci chodzących. Jesz wszystko, z tym że biegnąc lub idąc szybko za swoim dzieckiem. Bardzo trudna w zastosowaniu. Efekt odchudzający nieokreślony.

       

      5. Dieta Resztkowa

      Stosowana podobno nie tylko przez matki, ale też przez ojców. Wybierana przez rodziców starszych dzieci. Polega ona na zjadaniu resztek po dzieciach.

      Efekt odchudzający zależy od ilości dzieci. Przy jednym dziecku odchudza jak najbardziej, ale przy trzech można się już porządnie najeść, a przy czterech niektórzy nawet tyją.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Dieta matki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 16 lipca 2014 01:25
  • poniedziałek, 16 czerwca 2014
  • sobota, 14 czerwca 2014
    • Konsekwencje zmian

      Zmiany, zmiany, ciągle zmiany...

      Jedyna stała w naszym życiu to zmiana. Niby fajnie, niby pożądane, ale są też konsekwencje.

       

      Dotychczas Płaczolina zasypiała koło 18, by przed 20 obudzić się na kaszkę, kąpanie i usypianie.

      Korzystałam z tego skwapliwie, a to wpis sobie szkicując z małą na rękach, a to... bezczelnie drzemiąc z nią. 

      Jeszcze niedawno nie było tak ciepło więc spokojnie można było bez wyrzutów sumienia siedzieć po 18 w domu.

      Zmiana pierwsza: Teraz wracam, zjadam coś albo i nie, pakuję Małą do wózka i idziemy na spacer. Tak, czasami na trzygodzinny.. Często połączony z ulubionym placem zabaw, z którego Mała schodzi w atmosferze takiego wrzasku, że niedługo ktoś mnie poda do opieki społecznej...

      Potem cyborguję w kuchni, żeby choć czasami nie jeść na mieście i mieć coś, co jest "dozwolone".

      Konsekwencją tego jest że na drugi dzień usypianie dziecka działa bardziej na mnie niż na Płaczolinę... no i wpisów na blogu znacząco mniej :-)

       

      Mała zbiera się już do chodzenia. Potrafi zrobić dwa kroki, uwielbia chodzić trzymana za jedną rączkę. To zmiana druga, której konsekwencją jest ciągle schylona postawa rodzica i ganianie z Małą. Biedny kręgosłup :-(

       

      Zmiana trzecia: chcę znowu fotografować. Konsekwencją będzie, że nie będę spała, bo nie wiem gdzie już to wcisnę. No chyba że pośpię na sesji..

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Konsekwencje zmian”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      sobota, 14 czerwca 2014 10:56
  • wtorek, 10 czerwca 2014
    • W poszukiwaniu nieistniejącego czasu

      Opieprzyłam sama siebie wczoraj za narzucanie sobie zbyt wielkich wymagań.

      Bo może i łatwo się pisze o tym, żeby nie przejmować się jak w napiętym harmonogramie dobowym nie zmieści się wszystko co chcemy i części zadań nie uda się wykonać; ale łatwo się pisze a trudniej się stosuje. Mam permanentne wyrzuty sumienia że czegoś nie zrobiłam, robię sobie coraz większe listy na następne dni, co powoduje jeszcze większe wyrzuty sumienia, bo oczywiście nie udaje mi się tego wykonać. I kółko się zamyka.

       

      Zrobiłam więc wczoraj podsumowanie. Wróciłam do domu koło 17.30. Przed spaniem zdążyłam:

      - zrobić pranie,

      - pójść z dzieckiem na trzygodzinny spacer połączony z zakupami,

      - zrobić ciasto,

      - zrobić naleśniki,

      - zrobić koktajl truskawkowy,

      - zrobić szparagi z jajkami,

      - nakarmić Małą, wykąpać, położyć spać,

      - obejrzeć odcinek serialu.

      Nie liczę małych rzeczy jak składanie zabawek.

      Podsumowałam, zdziwiłam się jak tego dużo, i sama siebie zbeształam: "Kobieto! Jesteś cyborgiem nie babą! Daj se wreszcie siana i odpuść!"

       

      Starczyło do dzisiaj. Siadłam więc do podsumowania: dom o 17.20, pranie, długi spacer, wypełnianie ważnych zgłoszeń, wysiłek fizyczny i jest "dopiero" 23 wieczorem.

       

      Ale prawdą jest, że zawsze jednak tego czasu brakuje. Rano cieszysz się, że jak niania przyszła to już masz nakarmione i umyte dziecko, nic tylko szybkie śniadanie i do pracy, ale znowu nie udaje ci się być na czas. Bo to trzeba szybko kawałek podłogi zmieść, inaczej Mała rozniesie wszędzie, kolejne pranie nastawić (pranie chyba samo się klonuje w nocy - im więcej pierzesz tym więcej masz prania), śmieci wyrzucić, zmywarkę załadować, żeby choć jeden czysty kubek był po powrocie. Wszystko niby "kosztuje" 2-3 minuty, ale łączny koszt potrafi być wysoki.

       

      A tu by się chciało jeszcze tak ze 6 godzinek w dobie upchać. Ze dwie na sen, jedną na czytanie, jedną na zaniechaną (kajam się wielce!) siłownię, jedną na fotografie, pół na ogarnianie domu i prasowanie (żeby potem nie trzeba było poświęcać 5 godzin z soboty) i pół jako rezerwa na "nieprzewidziane czynności".

       

      Może te dwie "na sen" sprawiłyby, żebym wieczorami nie była taka wypluta i przychylniejszym okiem patrzyłabym na siłownię, czy też mówiąc wprost, ruszyłabym wreszcie swoje dupsko, ta jedna "na czytanie" sprawiłaby, że moje stosy "do przeczytania" zaczęłyby maleć, nie rosnąć i dom nie wyglądałby jak kosz z przecenionymi książkami w markecie. Ta jedna "na fotografie" pozwoliłaby mi realizować hobby i czułabym, że robię coś dla siebie.

       

      Ale na razie jest tak jak jest - doba ma 24 godziny i żadna partia nie kwapi się, żeby przeforsować uchwałę to zmieniającą.

      Czas niestety nie jest z gumy, pozostaje więc dalej upychać kolanem i pilnować tylko, żeby na łączeniach nie popękało :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „W poszukiwaniu nieistniejącego czasu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 czerwca 2014 23:32

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny