Hej Płaczolina!

Płaczolina w Wielkim Świecie

Osobiste

  • środa, 08 czerwca 2016
    • Trzy piłeczki

      Pewna Mądra Kobieta powiedziała mi kiedyś, że w życiu żonglujemy trzema piłeczkami.
      Jedna to praca, druga - rozwój osobisty, a trzecia -  życie prywatne.
      Dwie pierwsze są jak piłeczki z kauczuku. Mogą upadać wiele razy, ale zawsze się odbiją. Krzywo, nie w tę stronę, w którą chcielibysmy, daleko od nas, ale jednak się odbiją.

       

      Trzecia piłeczka jest ciężka. I nieprzewidywalna. Po upadku może się już nie odbić.

       

      Zonglujemy nimi, czasami nam upadają, czasami mamy szczęście trzymać je wszystkie w powietrzu. Ale jednego nam nie wolno - upuścić piłeczki życia prywatnego.

       

      Rok albo i dwa moja żonglerka wymykała mi się spod kontroli. Mam nadzieję że trzecia piłka cały czas jest w powietrzu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      środa, 08 czerwca 2016 22:44
  • poniedziałek, 06 lipca 2015
  • piątek, 16 stycznia 2015
    • Nieekonomiczne chodzenie po lodzie

      Postarzałam się ostatnio o kolejny rok.

      Minął rok, a ja nadal nie jestem piękna, sławna i bogata.

      Siedziałam w domu smutna, zmęczona...

       historia

       

      No więc siedziałam w domu smutna, zmęczona, otworzyłam butelkę wina i paczkę pistacji... nie, nie widziano mnie wtedy w klubach nocnych - za daleko, pistacji by nie starczyło. Ale napisałam do moich koleżanek, że ileż mogę czekać na to, kiedy obudzę się piękniejsza i sławniejsza niż Angelina Jolie, że ja protestuję, tak być nie może, a poza tym Płaczolina jest u dziadków.

       

      Na efekt mojej pisaniny nie trzeba było długo czekać (nie jak tej pisaniny na blogu - piszę i piszę i nadal nie jetem sławna :-P) i już za dni parę wybrałyśmy się urż... spędzić czas z napojami wyskoprocentowymi. Akurat tego dnia pogoda była zdradliwa. Wsiadałam do samochodu mając przed sobą suchą i czystą jezdnię, a zanim dojechałam na miejsce padał grad a ulice zmieniły się w lodowiska. Chodniki niestety też. A ponieważ w planie miałyśmy sprawdzenie różnorodnej oferty klubów nocnych stolicy, które "miały być nawet blisko siebie", odczułam to mocno.

       

      I muszę powiedzieć, że chodzenie po lodzie w dziesięciocentymetrowych obcasach jest bardzo, ale to bardzo nieekonomiczne. Nie ma znaczenia, ile się w siebie wlało wcześniej alkoholu. Trzeźwiejesz od razu przy pierwszym poślizgu. Jedyny plus tego, że kac nawet jakby mniejszy jest nazajutrz. Niestety portfel też, bo w kolejnym klubie trzeba było nadrobić braki.

       

      Portfel opustoszały, perspektywy na kolejny rok nieciekawe, a ja nadal ani piękna, ani sławna, ani bogata. Muszę zobaczyć, czy mam jeszcze pistacje...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Nieekonomiczne chodzenie po lodzie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      piątek, 16 stycznia 2015 12:41
  • czwartek, 11 grudnia 2014
    • Z pamiętnika masochistki

      Jak typowa, z przerośniętą ambicją, masochistka, codziennie wieczorem rozliczam się z wyznaczonych zadań. Czy udało mi się to i tamto, czy nie zjadłam za dużo, czy ćwiczyłam, napisałam, zrobiłam, opowiedziałam, wzięłam, posprzątałam. Zadania wyznaczam sobie sama, dopychając grafik spychaczem, bo zwykłe kolano nie wystarcza.

      Nietrudno się domyślić, że lista zadań rośnie, nie maleje i z rzadka uda się wykonać wszystko, co zaplanowałam. Nietrudno też domyślić się, że mam potem sama do siebie o to pretensje. Że "muszę" więcej, lepiej, bardziej zorganizowanie. Że "nie mogę" tego, tamtego i owego.  
      Jednego z minionych weekendów na przykład udało się zrealizować 2 z 14 rzeczy. Frustracja wtedy sięga zenitu, zwłaszcza że do tej pozostałej dwunastki zaraz trzeba dopisać kolejne rzeczy.

      Aż razu pewnego zaczęłam zapisywać nie to, czego nie zrobiłam, ale właśnie to, co udało mi się zrobić. I doszłam do przełomowego wniosku (uwaga będą wulgaryzmy):
      - Ja pier..lę! Zapier..m za trzy baby!

      Podobno wypowiadanie wyrazów, zwłaszcza wulgaryzmów,  z mocnym "r" pozwala rozładować trochę stresu. No więc moje kilkukrotnie powtórzone "r" w różnych konfiguracjach pozwoliło mi trochę odpuścić. Oczywiście przyzwyczajenie przyzwyczajeniem, przerost ambicji to druga skóra więc nadal marudzę sama sobie, że może trzeba było więcej, lepiej, może nie trzeba było serialu itp., itd. Ale łatwiej jest mi sobie powiedzieć, że jest już po 22-giej więc spokojnie mogę już odpocząć.  Przy serialu na przykład.

      I nie mam już do siebie pretensji za małe przyzwyczajenia i rytuały. Co z tego, że wieczorem lubię coś obejrzeć lub przeczytać (zamiast np. prasować :-P). Taki mały rytuał pozwala mi przełączyć się z trybu dziennego na wieczorne odpoczywanie. Mój mózg dostaje informację, że wszystko na dziś już robione, nie trzeba już tak się spinać.

      Czasami po prostu trzeba odpuścić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Z pamiętnika masochistki”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 grudnia 2014 22:01
  • poniedziałek, 01 grudnia 2014
    • Późnojesieny letarg

      Nastał czas letargu i zapadania w zimowy sen. Coraz krótsze dni, coraz dłuższe noce, coraz zimniej. Nic tylko zaszyć się w domu pod kołdrą, z ciepłą herbatą z sokiem alb o grzanym winem.
      Ponure ciemne poranki sprawiają, że łóżko przyciąga jak magnes. Nie ma do czego wstawać, przecież rano jeszcze trwa noc. Sklepy już bez żenady wywieszają świąteczne dekoracje, przypominając, że czas pomyśleć o prezentach. A w głowie pustka.

      Wybory wygrali "ci co zawsze" więc widmo 16 progów zwalniających zamiast 8 staje się bardziej realne. Chociaż biorąc pod uwagę frekwencję, tradycyjnie już niską, trzeba by powiedzieć, że wybory przegraliśmy my, jako społeczeństwo, po prostu na nie nie idąc.

      Trzeba przełamać ten letarg i zacząć organizować wyjazd Sylwestrowy, w obliczu niepewności zawodowej, możliwe że ostatni wyjazd na wiele miesięcy. Tym bardziej więc trzeba wymyślić coś niebanalnego. I w miarę możliwości nie oskubującego nas ze wszystkich oszczędności.

      No więc przełamuję ten letarg i czytam o miastach europejskich. I zapisuje się do trenera, bo po wypadku - wstyd się przyznać - przestałam ćwiczyć, a tylko łaziłam czasami na orbiteku i bieżni.

      Z czternastu rzeczy zaplanowanych na weekend udało się zrobić dwie. Tradycyjnie można by zrzucić na brak czasu, na inne rzeczy które i tak musisz wykonać, na to i na tamto. Ale letarg przychodzi z pomocą. Ale głupio tak powiedzieć, że niby ten letarg, niby się nie chce, a potem masz wrażenie, że cały weekend coś robiłaś i jesteś zmęczona, choć już nie wiesz po czym.

      Może więc klonowanie?
      Wyobraźcie sobie, że ktoś za was załatwia tę masę rzeczy, którą macie zaplanowane, ktoś inny prasuje, ktoś wymienia opony, ktoś robi sobie badania. A wy siedzicie spokojnie w domu, z ciepłą herbatką, z kocykiem. I powoli, ociężale, spokojnie zapadacie w sen zimowy.
      Dobranoc :-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      hej_placzolina
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 grudnia 2014 22:45

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny